Matki pszczele w 2018 roku

W ostatnich latach, za sprawą pszczelarzy, z czego jestem wielce rad, hodowla matek pszczelich, pochłonęła mnie w  przeważającej części mojej działalności pszczelarskiej.

Jednocześnie, rozpocząłem kilka eksperymentalnych programów, które powinny zwrócić na siebie moją baczniejszą uwagę i to właśnie im, mam zamiar poświęcić dostateczną ilość czasu.

Doświadczenie, wiedzę, energię i siły,  pragnę ulokować w bardziej zaawansowanej, bezpośredniej współpracy z pszczołami, podczas  ulubionych wędrówek na pożytki pszczele.

Mając dwanaście lat wyhodowałem pierwsze matki pszczele.

Wkrótce minie czterdzieści osiem lat od tego niezapomnianego, wspaniałego wydarzenia. Łatwo policzyć, że zbliża się wiek emerytalny, który skłania mnie do bardziej stabilnego trybu życia.

Zazimowałem ponad trzydzieści  matek reprodukcyjnych a pod koniec nadchodzącego lata otrzymam prawie drugie tyle.

Przed mną  duże wyzwania, które chciałbym w jak największym stopniu zrealizować.

Rok 2018, będzie ostatnim rokiem sprzedaży moich matek pszczelich.

 

Życzę Wszystkiego Najlepszego i samych radości w Pszczelarskiej Przestrzeni,

polbart

Anatolica

W sierpniu i wrześniu ubiegłego roku, w okresie prawie całkowitego braku nektarowego pożytku, przy panujących bardzo wysokich temperaturach rzędu 28 -38 stopni, młode rodziny z matkami pszczelimi Buckfast Anatolica, znalazły sobie pożytek w postaci soków z owoców.

Na początku sierpnia te pszczoły, były na jednym korpusie Langstrotha 3/4 i otrzymały na dennicę korpus z węzą. Widząc zaradność tych pszczół, postanowiliśmy dać im prawie wolną rękę, dokarmiając je jedynie raz na tydzień 1 litrem syropu. Oczekiwaliśmy jednocześnie dobrego czerwienia młodych matek pszczelich jak i odbudowy ramek z węzą w poddanym dolnym korpusie. Węza została odbudowana dostatecznie w większości rodzin pszczelich a w nowych ramkach pojawił się czerw. Ilość przyniesionego sokowego wziątku, przewyższała kilkakrotnie nasze wspomaganie syropem.

Tak wyglądał zasklepiony „sokowy miód”, po uzupełnieniu zapasów zimowych na początku października.

Potwierdziło się powiedzenie Tureckich pszczelarzy, iż „pszczoła Anatolska potrafi znaleźć pożytek nawet na pustyni”.

Obawiając się złej zimowli pszczół na takim pokarmie, usunęliśmy plastry przedstawione na filmie, z około 50 rodzin pszczelich, wstawiając w ich miejsce, plastry przygotowane na innym stanowisku, przez rodziny produkcyjne, nie mające w zasadniczy sposób dostępu do porównywalnego sokowego pożytku. Dla praktyki, w 30 rodzinach pszczelich pozostawiliśmy ten pokarm na zimę, oczywiście dokarmiając dodatkowo syropem cukrowym. Za trzy miesiące – zima, przedwiośnie i nasza praca, pokażą efekty działania natury i pszczelarza.

Natury przymusić nie można, można ją  jedynie próbować prowadzić.