Ukraina, CCD, warroza, matki pszczele

Część III – Ukraina
W tym odcinku mialo być inaczej ale życie samo pisze scenariusz.
Pszczelarstwo Ukrainy dotknęła warroza i wojna. – Dziwna wojna.
W Doniecku na całkowicie zniszczonym lotnisku, okrążeni żołnierze ukraińscy nadal trwają. Przeprowadzane są cykliczne zmiany osobowe i zaopatrzeniowe. Rosyjskie oddziały zezwalają na wyjazd i wjazd ukraińskich żołnierzy do oblężonego lotniska, zezwalają na zaprowiantowanie jak również na uzupełnienie zapasów broni i amunicji KBKAK. Większych kalibrów Ukraińcy nawet nie próbują wwozić. Te operacje odbywają się na całkowitym luzie. Potem strzelanina, giną ludzie. W centrum miast ukraińskich widzi się fotografie mężczyzn, w młodym, średnim i zaawansowanym wieku, którzy zginęli podczas konfliktu. Święta przebiegły w przecudownej ciepłej atmosferze, spokoju, zadumy i delikatniutkiej nadziei. Wnikliwy słuchacz niezliczonych, niezliczonych wertepów (odpowiednik naszych kolędników) dzieci, młodziezy i dorosłych mógł w czasie pięknych występów i śpiewów wyczuć
bojaźń i lęk. Dzieciaki śpiewaja najpiękniej,(nie zdając sobie sprawy z sytuacji) są otwarte, cieszą się niesamowicie, że występuja, że wszyscy ich słuchają. I cały czas (jeszcze na zachodniej Ukrainie – christos narodiłsja – Sława Jemu) Czym dalej na wschód tym bardziej nie wiedzą o co chodzi. Nie wiedzą co to kolęda, nie wiedza co to Święta. Sowieci zrobili „ciekawą robotę”.

Na dzisiejszy dzień, pi razy oko, pszczelarze ukraińscy zmniejszyli o połowę liczebność rodzin pszczelich. Walczą z warrozą mając dostęp do prawdopodobnie najwiekszej ilości leków na świecie.
Większość z nich, powodując się przyzwyczajeniami i wiarą w niezachwainą moc amitrazy stosuje zalecane dawki. Co trzy, cztery lata jesienią, zwiewa tutaj z uli coraz więcej rodzin pszczelich. Po Kongresie Apimondii w roku 2013 wielu pszczelarzy ukraińskich, nawiazało kontakty z kolegami z całego świata. Jak sami mówią, najważniejsze są te z sąsiadami. Wiedzą, że w Czechach, Słowacji itd. itp. sytuacja jest podobna. Na Ukrainie, króluje pszczoła karpacka i mieszańce miejscowe. Większość pszczelarzy jest negatywnie nastawiona do pszczoły Buckfast. Najbardzie Ci, którzy jedynie o niej słyszeli. Skąd my to znamy :-) Matki pszczele Buckfast hodowane są przez coraz większą rzeszę pszczelarzy. Powoli, oficjalnie, pojawiają się najodważniejsi Denis V. Fadeev, Golden Bee Farm a w Rosjii Mikhail Yurievich Dmitrenko. Bez rozgłosu, wielu hodowców sprzedaje matki pszczele Buckfast, po materiale pochodzacym od najlepszych hodowców. Pszczelarze, którzy mają te pszczoły, cieszą się nimi jak dzieci. Są odporniejsze na choroby, przy inteligentnej gospodarce pasiecznej przynoszą więcej miodu. W terenach o obfitych pożytkach począwszy od Odessy aż po Charków, podczas gospodarki wędrownej, prezentują się dużo lepiej od dotychczasowych pszczół. Coraz wieksze zainteresowanie tymi matkami pszcelimi. Dorwałem sie do internetu a tu na poczcie zamówienie na wszystkie unasiennione Buckfasy do donickiej Obłasti. Powalająca charyzma i poszukiwanie lepszych pszczół. Ta „zaraza” Buckfast, dociera teraz do pszczelarza polskiego, ukraińskiego i dalej na polsko chińską granicę;-). Nie będę podpowiadał, poszukajcie na YT filmów porównujacych pszczołę buckfast z pszczołą karpacką. Warroza w jednakowym stopniu, kosi rodziny pszczele bez względu na przynależnośc rasową. Wirusy, u nakłutych przez warrozę pszczół dopełniają skalę zniszczenia. Często spotyka się tutaj w dyskusjach, domniemania że jest coś o czym jeszcze nie wiemy i co nam niszczy pszczoły. Jakieś urojone zagrożenie, które najpierw pojawiło się w USA ( z powodu zaniechania stosowania przemiennego amitrazy – dopisek autora) poprzez Europę Zachodnią na Polsce i Europie Wschodniej kończąc. W Ameryce Południowej z racji posiadania przez tamtejszych pszczelarzy, wściekłej zafrykanizowanej populacji pszczół, jak również stosowania we właściwych dawkach głównie amitrazy jak i innych naprzemiennie sybstancji czynnych, problem z warrozą został zepchniety na margines. Podobjie w Chinach. Podobnie u profesora Gajdara, dalej nie moge pisać, warrozy nie ma :-)

Wiele lat temu Chiny były importerem miodu. Jak to wygląda dzisiaj wiemy wszyscy. Apis Cerana radząca sobie w Państwie Środka z warrozą stała się reliktem, a jej miejsce zajęły początkowo pszczoły włoskie, kraińskie a w ostatnich latach Buckfast. To te ostatnie, jako jedyne są w stanie zebrać należyte ilości miodu z bezkresnych chińskich upraw. Dla pzrzykładu, gryczany chiński miód jest uważany za prawie 100%. Lipowy o przewspaniałym rózanym smaku i zapachu lip dalekowschodnich jest rarytasem na całym świecie, osiagając odpowiednie ceny. Porównywalny z naszym lipowym z Warmii i z Mazur, z Dolnego Śląska, z lipowym z Rumunii, Bułgarii i niekiedy z Węgier. Zupełnie inny bukiet ale jakośc porównywałna. Coś w rodzaju miodu manuka i wrzosowego.
\
Do rzeczy.
Po kilku dyskusjach z pszczelarzami wyłoniło się spostrzeżenie o słabym działaniu leków dostępnych na rynku a przede wszystkim o braku przemienności w stosowaniu substancjii czynnych.
Zobaczcie jak to robią sadownicy w Polsce.

https://www.e-sadownictwo.pl/artykuly/baza-wiedzy/1899-rozmowa-z-pania-dr-alicja-maciesiak-o-metodach-walki-z-przedziorkami-w-uprawach-sadowniczych#

Nie znaczy, że na Ukrainie nie ma pszczelarzy, którzy nie utrzymuja w swoich pasiekach ciągle tej samej ilosci pni. Stosują ogólnie tutaj dostępne leki, starają się maksywmalnie jak najczęściej zmieniać substancję aktywną i w razie wystąpienia jakiejkolwiek przerwy pożytkowej, jak najbardziej utrudnić żywot warrozie. Jak mówią wytrącają ją z tempa rozwoju. Występuje wtedy u warrozy luka w powtarzalności pokoleń. To są zawodowcy, którzy wojna nie wojna, wędrują systemicznie po pożytkach.

Refleksja moja……..
Sadownikom wolno a pszczelarzowi nie?
Muzułmanow wolno a pszczelarzowi nie?
Górnikom wolno a pszczelarzowi nie?
Pszczelarze w Polsce zostali porzuceni na pastwe losu.
Muszą sobie radzić sami.

Nie ma co wierzyć, że nagle pojawi się choćby tyle leków na warroze co na Ukrainie.
O dziwo, wększośc pszczelarzy tutaj trzyma się utartego szybkiego historycznego sposobu zwalczania warrozy, wspaniałem warromorem, stosując dawki amitrazy zalecane na naklejce umieszczonej na pojemniku na roztwór czynny.
Wielu stwierdziło to co zauważyłem. Warroza uodporniła się na stosowane do tej pory dawki leków. Każdego w takim momencie ogarnia gorączka, co robić. Co można zrobić, kiedy temperatura w nocy spada do około minus 20 stopni Celsjusza. – Nic.
Temperatury wariują. Z dużych mrozów robi się dzisiaj prawie 30 stopnie w górę. Należy wziąć pod uwagę, że pszczoły zimują w różnych typach uli i w różnym stopniu reagują na zmieniające się warunki pogodowe.
Większość pszczelarzy tutaj, poważnych pszczelarzy, ma ule jednościenne bezfelcowe.
Dogrzeje im słońce, można ewentualnie coś zadziałać. W ocieplanych, klepkowych, kufajkach, można się jedynie pomyrać za ychem. – No, chyba że pszczelarz przygotował rodziny pszczele prawidłowo do zimowli, zwalczył warroze sobie tylko znannymi sposobami i teraz może sobie smyrać miejsca, które mu się podoba. Niekoniecznie na własnej autonomii.

A w Polszie, zalecenia, straszenia, to wolno używać, tego nie wolno używać, bo prawo farmaceutyczne itd.
Pszczelarz spanikowany, zastraszony i ogłupiony bez reszty, artykułami w prasie pszcelarskiej i przede wszystkim udupiony prawie żadnym dostępem do prawie darmowych leków na dotacje.
Wczytując się dokładnie w prawo farmaceutyczne, pszczelarzowi nie wolno używać czystych sybstancji do walki z warozą. Wszystko co może do tej walki kupić w gieesowskim sklepie, może sobie używać do woli. To są produkty firmowe, dopuszczone do stosowania na żywych organizmach. Mające okresy karencji itd.
Za czyste substancje się nie bierzcie, choć w dzisiejszym swiecie przy odrobinie pomysłowosci można mieć je szybko u siebie. Mówi o tym prawo farmaceutyczne. Ze względu na troskę o człowieka. Niewłaściwe obchodzenie się z czystmi substancjami czynnymi stosowanymi do produkcji ogólnie dostępnych środków zwalczającyh warrozę a stosowanych w sadownictwie i hodowli, jest naprawdę niebezpieczne. Nie kombinujcie z czystą amitrazą, taufluwalinatem, chloro, bromo fenvinfosem, itp.,itd choć byście je mogli mieć za dwa tgodnie u siebie w pasiece.

Pszczelarz polski i ukraiński w trosce o czystość produkcji pszczelej traci pszczoły.
Różnica jest taka. – Polski pszczelarz nie ma nic a nic do wyboru i stosuje to co może zastosować. Biowar i Apiwarol.
Pszczelarz ukraiński mogąc stosować leki z połowy świata, stosuje z reguły w niedostatecznych dawkch amitrazę, ponieważ w Jego podświadomości tkwi przekonanie, że ona się w miodzie nie odkłada.
I to prawda.
Niestety stosuje już za małe dawki.
Potrzeba zastosowania większej dawki amitrazy wystąpiła już w połowie lat 80-tych ubiegłego wieku.
Przepisy dopuszczały takie a nie inne stężenie w stosowanych środkach.
Sadownicy sobie zmieniaja co roku środki….
Pszczelarz polski nie ma takiej mozliwosci a ukraiński tkwi w przekonakiu, że stosując najbardziej łagodną ze wszystkich substancji amitrazę, będzie ją stosował do końca życia. Nic bardziej mylnego. Dawki MRL na całym świecie spowodowały uodpornienie się warrozy na amitrazę. Bez względu czy będziemy się trzymać zaleceń, czy zastosujemy dawki dużo większe, 3 cm3 Takcticu na rodzinę obsiadającą korpus gniazdowy Dadanta, ani pszczołom ani matkom pszczelim nie zrobi krzywdy. Więcej nie ma sensu podawać, ponieważ kilkudziesięciokrotnie mniejsze dawki likwidują odporne na amitrazę osobniki warrozy w 99-100%. Czy zastosujemy maksymalną dawkę, czy dziesięciokrotnie większą od dotychczas stosowanej i tak w impregnatach po siedmiu dniach, amitrazy już nie będzie. Jaki jest cykl rozwoju czerwiu i jaki jest rozkład pożytków każdy pszczelarz wie. Jeśli zechce się trochę przyłozyć wytłucze warrozę do nogi a potem….

Ciąg dalszy w następnych odcinkach :-)

CCD, warroza, matki pszczele.

CCD, warroza, matki pszczele. Część II

W 2014 roku z powodu zmasowanego ataku warrozy ucierpiały nie tylko pasieki amatorskie ale również i zawodowe. Pszczelarze posiadający duże pasieki zmuszeni byli łączyć rodziny pszczele. Hobbyści starający się o jak najmniejszą ingerencję środkami chemicznymi w środowisko ula, chcąc utrzymać stan liczebny pasieki, spotkali się z gwałtownym ubytkiem pszczół, począwszy od sierpnia aż do jesieni.
Jednych i drugich w większości cechowała dbałość o rodziny pszczele oraz wykonywanie zabiegów przeciwko warrozie nawet w dłuższym czasie aniżeli zaleca producent leków. Moim zamiarem będzie przedstawienie metody walki z warrozą jaka jest dostępna dla większości pszczelarzy a jednocześnie nie powoduje skażenia srodowiska ula i nie szkodzi rodzinom i matkom pszczelim. W całej historii obecności warrozy w pasiekach polskich, pszczelarze mieli z reguły do dyspozycji leki, w których substancją czynną jest amitraza. Z jednej strony, wieloletnie badania naukowe stwierdzały zawsze ponad 90% skutecznośc tych leków, z drugiej strony pszczelarze alarmowali o coraz niższej ich skuteczności. W archiwalnych wydaniach miesięcznika „Pszczelarstwo” możemy się spotkać , zarówno z jednymi jak i drugimi opiniami. Amitraza tak jak szybko na świecie została wycofana z zastosowania, tak jeszcze szybciej została przywrócona do łask. Jest jedyną sybstancją podlegającą bardzo szybkiemu rozkładowi. Część pszczelarzy radzi sobie lepiej z warrozą, czy to sprowadzając leki z zagranicy, czy próbując we własnym zakresie stosować substancje czynne z innuch grup chemicznych niż amitraza. Nie każdy niestety ma dostęp do tych leków i zdolności do wyprodukowania własnych.
Już po kilku latach użytkowania dostępnych polskim pszczelarzom leków, zaczęla się tworzyć populacja warrozy odporna na na zaawarte w nich dawki substancji czynnych. Wypszczelanie rodzin pszczelich w 2014 roku na jesieni, było najsilniejsze w porównaniu z trzydziestoletnim okresem, w którym to również co trzy lata nastepował zmasowany atak kleszczy. Mamy do czynienia z coraz większą populacją warrozy odporną na stosowane u nas leki. Nie ma dostępu do leków zawierajacych różne sybstancje czynne. Marzeniem było by aby polski pszczelarz mógł stosować co roku inną substancję czynną przeciwko warrozie w trzyletnim – czteroletnim cyklu. Niestety, na razie nic nie słychać aby sytuacja miała się poprawić. Krótko mówiąc, przez 30 lat powstała w Polsce populacja warrozy odporna na stosowane leki. Bardzo często się zdarza, że pszczelarze stosują naprzemiennie paski i odymianie od sierpnia do późnej jesieni nie widząc spadłej warrozy pod koniec stosowania zabiegów. Nie świadczy to wcale o tym, że została ona zlikwidowana. Ci pszczelarze mogą mieć pasieki w takich miejscach, gdzie nie występuje reinwazja warrozy z sąsiednich niedostataecznie leczonych lub nieleczonych pasiek. Druga grupa pszczelarzy lecząc w ten sam sposób pszczoły, spotyka się z ciągłymi osypami warrozy aż do ustania lotów pszczół z powodu niskich, jesiennych temperatur.
Matki pszczele w rodzinach porażonych warrozą czerwią dopóki się daje. Matki pszczele w rodzinach, w których zabiegi przeprowadzane są z dużą skutecznością, na skutek długich ciepłych jesieni również nie kończą czerwienia we wrześniu. Szczególnie młode matki pszczele i szczegółnie w rodzinach pszczelich z dostępem do pyłku kwiatowego z póżnych pożytków jak nawłoć lub wrzos. W przypadku przedłużającej się jesiennej, ciepłej aury, młode matki pszczele potrafią czerwić do momentu prawie całkowitego zużycia zmagazynowanej pierzgi. Pszczoły rodzące się na jesieni są młodsze wiosną od pszczół, które urodziły się w sierpniu. Takie rodziny pszczele szczególnie narażone są na inwazję warrozy, jeśli tylko w zasiegu lotu pszczół napotkają rodziny słabe, porażone warrozą nie będące się w stanie bronić przed rabusiami. Silne rodziny pszczele, z miodnym pogłowiem pszczół, w okresie bezpożytkowym z reguły bezpardonowo rabują słabeusze, jeśli takowe napotkają w swoim otoczeniu.
Wypszczelanie uli odbywa się w różny sposób. Zdarza się często, że rodzina pszczela opuszcza ul poszukując nowego siedliska. Sprawia w tym momencie wrażenie rójki, co zresztą jest naturalne, jako że podczas podniesienia temperatury zbierających się do odlotu pszczół część warrozy zostaje zrzucona i zostawiona na starym miejscu. Część z tych rodzin ginie bezpowrotnie a część po prostu nalatuje na spotkane na swojej drodze rodziny pszczele i wprasza się do nich bez lub po krótkiej walce. Niekiedy z rabowanych rodzin, w pewnym momencie, pszczoły zaczynają odlatywać razem z rabusuiami do ich rodzin zostawiając matkę pszczelą z garstką pszczół. Te pszczoły, które do ostatka trwają w swoim siedlisku i pomimo słabej siły nie dają się rabować, kończą żywot później, po nastaniu chłodów. Wtedy pszczelarz widzi brak pszczół i pozostawiony zapas pokarmu zimowego oraz niewygryziony czerw plus podziurkowany zasklep. Porażone i niedogrzane pszczoły nie są w stanie się urodzić wysuwając jedynie języczki z komórek. Pszczoły dopóki mogły, oczyszczały komórki pszczele z poczwarek porażonych warrozą.
Co robić aby ustrzec się przed takimi obrazkami. Sprawa nie jest prosta. Najlepiej było by znaleźć dla naszych pszczół takie miejsce gdzie w miarę daleko od niego są inne pasieki. – Ile jest takich miejsc? – Czy występują w nich ciągłe pożytki? – Odpowiedzi na te pytania nie napawają optymizmem. W jakiej sytuacji jest pszczelarstwo wędrowne wykorzystujące pożytki od wierzbowego zaczynając a na wrzosowym kończąc? Podczas tego ostatniego pożytku, z uwagi na duże nasycenie pasiekami terenu poligonów wojskowych przy jednoczesnym największym liczebnie stanie warrozy w rodzinach pszczelich, nietrudno o nabawienie się jej pokażnej ilości, nawet jeśli pszczoły zostały na ten pożytek przewiezione w miarę „czyste”. Niewiele lepiej przedstawia się sytuacja w czasie pożytku faceliowego, lipowego i gryczanego. Pół biedy jeśli te wszystkie pożytki w miarę występują. W razie braku nektarowania roślin, dochodzi do cichych rabunków. Część pszczelarzy chcąc prawidłowo dbać o pszczoły, na późnych pożytkach podkarmia swoje pasieki syropem i w pewnym stopniu pasieki niepodkarmiane.
Jedną z metod przytrzymania pszczół na własnym podwórku w razie braku pożytku, jest stała obecność ciasta cukrowego w podkarmiaczce. Pszczoły jako inteligentmne stworzenia nie starają się rabować a przede wszystkim zużywaja ciasto na własne potrzeby. Należy zapewnić im dostęp do wody. W razie wystąpienia pożytku przestają interesować się ciastem rozpoczynając zbiór nektaru.
Jeżeli nie mamy dostępu do towarowych, późnych pożytków to walkę z warrozą powinniśmy rozpocząć już od trzeciej dekady lipca. Jeśli nie ma nadziei na wystapienie pożytku z nawłoci lub wrzosu to nie ma się na co oglądać i należy rozpocząć leczenie.
Na koniec tej części, przykład z życia wzięty, do przemyślenia dla każdego.

Pod koniec września odwiedził mnie kolega pszczelarz i zdziwiony moim krzątaniem się związanym z wyjazdem do pasiek w terenie spytał. – A co ty jeszcze robisz? Ja już mam pszczoły podkarmione, szęść razy odymiałem Apiwarolem, za piątym i szóstym, warroza już nie spadała na wkładki kontrolne.
Wręczyłem koledze słoiczek Tacticu i zaproponowałem następne odymienie rodzin pszczelich z 2-3 kroplami Takticu na tabletce. Bez większego entuzjazmu pojechał w swoją stronę a ja w swoją.
Na początku grudnia odwiedził mnie i zdał sprawozdanie. Nie mając kroplomierza, wrzucił tabletki do słoiczka, po czym przesuszył na słońcu, jako że nie chciały się spalać i odymił rodziny pszczele. Warroza się posypała. Powtórzył w podobny sposób odymianie na początku listopada i wtedy osypy warrozy były już znikome, poza dwiema rodzinami pszczelimi, w których pojawiło się około 50 i 150 sztuk.
Jesień już minęła, mamy zimę a niedługo przedwiośnie i wiosnę. Jak zatem będziemy postępować, począwszy od pierwszych lotnych dni a być może i wcześniej, aby w rodzinach pszczelich którym warroza nie dała rady, nie rozpoczął się po raz kolejny jej trzyletni cykl rozwojowy? – Co robić aby w roku 2017 nie przeżywać podobnych frustracji jak ubiegłej jesieni ? Jak postepować aby matki pszczele nie czerwiły nadaremnie. – W jaki sposób pozbyć się tej odpornej na leki warrozy?

O tym w następnych odcinkach. :-)

CCD, warroza, matki pszczele

CCD, warroza, matki pszczele. Część I

Począwszy od sierpnia, aż po ostatnie grudniowe lotne dni, temat wypszczelania się uli a niekiedy i całych pasiek, spędzał sen z powiek wielu pszczelarzom.
Ściśle z nim powiązane zagadnienia dużej inwazji warrozy a także przedłużającego się, jesiennego czerwienia matek pszczelich, dolewały oliwy do ognia.
W pewnym stopniu, ulgę przyniosły ciepłe grudniowe dni, powodujące radość w oczach pszczelarzy, widzących oblatujące się pszczoły.
Od dawien dawna, panuje przekonanie, że jeśli w Adwent pszczoły mają się dobrze, to również wiosną nie powinno być niemiłych niespodzianek. Czy do końca jest to prawdą, przekonamy się w kwietniu. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że co złego miało się stać, już się stało. Czy w takim razie wiosną, kiedy ujrzymy nasze pszczoły w dobrej kondycji, będzie można sobie pozwolić na pominięcie monitorowania stanu porażenia rodzin pszczelich przez warrozę?

Rok 2014 był najbardziej ekspansywnym a zarazem ostatnim w trzyletnim cyklu rozwoju warrozy.
Poczyniła ona w pasiekach kolosalne szkody, porównywalne do tych z początku lat osiemdziesiątych, kiedy to zadebiutowała w naszym kraju.
Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Pozwolę je sobie wymienić w kolejności od najmniej do najbardziej istotnych.
1. Długa, ciepła zima 2013/2014.
2. Zimowanie nadmiernie ocieplonych, ścieśnionych, słabo wentylowanych rodzin      pszczelich.
3. Sierpniowo – październikowa bardzo silna reinwazja warrozy związana z
brakiem pozytków w 2014 roku.
4. Mało efektywna walka z warrozą w dwóch poprzednich latach a szczególnie w
2013 roku.
5. Stosowanie rokrocznie, przez przeważającą część pszczelarzy, wyłącznie leków
w których substancją czynną jest amitraza.

Dlaczego amitraza, najdoskonalsza z substancji chemicznych stosowanych do walki z warrozą, która nie ma sobie równych, przynosi tyle bólu pszczelarzom i zagładę pszczół?
W jaki sposób postępować już na przedwiośniu i wiosną, aby zarówno w przyszłym roku, jak i w latach następnych, nasze pszczoły mogły pokazać swoje prawdziwe możliwości?

– O tym w następnych odcinkach… :-)

Matki pszczele – nie tylko nowe linie Buckfast

Matki pszczele – nie tylko nowe linie Buckfast

Dlaczego takie a nie inne matki pszczele wprowadzamy do naszej hodowli i naszych pasiek?

– W roku 2015 nadal będziemy wprowadzać nowe linie pszczół w przeważającej części będącymi pszczołami Buckfast.

Pszczoły wyhodowane zgodnie z filozofią Brata Adama, który ze swoich podróży, przywoził do Europy materiał genetyczny, dający w efekcie krzyżowania  pszczoły odporne na choroby, dobrze zimujące, wykorzystujące pożytki w całym sezonie, nierojliwe i łagodne.
Wielkość jego dokonań sprawia, że pomimo odejścia od nas, filozofia którą wprowadził w hodowli, nic a nic nie straciła na aktualności. Nie zdążył sprawdzić powinowactw wielu pszczół, które zostawiając, stały się podstawą do stworzenia nowych linii pszczół Buckfast, doskonale radzących sobie w różnych warunkach klimatycznych. Na skutek prac krzyżowniczych i hodowlanych mamy dostęp do pogłowia pszczół, które lepiej radzi sobie z warrozą.
Pszczoły, które obecnie posiadamy w pasiece, są potomkami pszczół pochodzącymi z obszarów, w których nie stosowwano powiekszonej komórki pszczelej i zostały sprowadzone z niekiedy dziko żyjących kolonii.
Posiadamy zarówno czyste rasy tych pszczół jak i w większości wyselekcjonowane linie, dające dobrą współpracę z pożytkami i pszczelarzem w warunkach europejskich.
Ze swej strony, posiadając kilkuletnią tradycję utrzymywania własnego punktu kopulacyjnego, stwarzamy możliwość obcowania naturalnie unasienniającym się matkom pszczelim z trutniami o dużej różnorodności genetycznej.

Przyszłość naszego pszczelarstwa

Idea poszukiwania gospodarki pasiecznej bez użycia chemii nieorganicznej lub bez jakiejkolwiek jest słuszna.

Aby ją spełnić w jak największym stopniu potrzeba wielu lat pracy i zapewnienia pszczołom odpowiednich siedlisk.
Dee Lusby, Erikowi Osterlundowi i wielu innym na skutek zastosowania metody Bonda zawaliły się pasieki, kiedy poszukiwal pszczoły odpornej na warrozę.  Znalazli odporniejszą pszczołę.

Czy pszczelarza stać na takie posunięcią?

Wielokrotne mieszańce w dużym stopniu są tworzone z pszczół dających sobie w jakimś stopniu radę z warrozą.
W tym kierunku podąża wielu hodowców na całym świecie tworząc grupy wymieniające się materiałem hodowlanym.

Jak na razie nie widzę pszczoły odpornej w dostatecznym stopniu  na warrozę.
Rozrzut w stopniach odporności i higieniczności pomiędzy liniami pszczół występuje  pomimo umożliwienia królowym jak najwiekszej puli genów w trakcie naturalnej kopulacji. Być może ta pula jest jeszcze za mała i potrzebna jest dalsza praca i selekcja
Pojawiła się kolejna nadzieja.
Młode rodziny z domieszką pszczoły afrykańsko-kolumbijskiej po zastosowaniu zabiegów przeciwko warrozie nie wykazały obecności kleszcza. Fakt, że królewny córki unasienniały się już w środku lub późnym latem w dużo bardziej zróżnicowanym środowisku trutni. Czy to efekt młodych rodzin czy inasienniania, okaże się. W tych młodych rodzinach w porównaniu z podobnymi innymi młodymi rodzinami pszczelimi osypu warrozy generalnie nie było. W tych drugich sporadycznie.
Pytanie – przypadki czy czegoś jeszcze nie wiemy. Co się stało z warrozą, którą powinno się zaobserwować w osypie po zabiegu.
Co w trawie piszczy, czas pokaże.
Na dzisiejszy dzień,  z warrozą trzeba walczyć.
Rodziny odporne na warrozę można próbować wyselekcjonować po niewielkich osypach zaobserwowanych w ciągu  2-3 lat.
Nie sądzę aby zabiegi przeciwko warrozie przeszkadzały pszczołom w nabywaniu cech odpornościowych przeciwko warrozie. niektóre z nich takie cechy już posiadają a inne nie.

Metoda Bonda jest słuszną metodą ale musi być w jak najwiekszym stopniu połączona z następnymi elementami:

1.Zapewnienie i obserwacja czerwienia matek pszczelich przez okrągły rok.

2. Wykorzystywanie wczesnych pożytków jak wierzby, sady, mniszek, rzepak ze względu na obfitość występującego w tym czasie nektaru i brak rabunków, jako że rodziny, które nie dały sobie rady z warrozą odeszły w zaświaty. O pestycydach występujących w nektarze tych roślin wspomagająych walkę z warrozą jedynie po cichu wspomnę.

3. Pożytki letnie i późno letnie są już wielkim niebezpieczeństwem ze względu na rozwijającą się populację warrozy.

4. Kto nie chce mieć kłopotów lepiej nich znajdzie odludne miejsca dla swoich kolonii pszczelich na ten czas.

5. Monitorowanie w sezonie środkami ekologicznymi warrozy. Trzeba brać poprawkę, że służą do monitorowania a nie do likwidacji, choć są w pewnym stopniu skuteczne. Być może w przyszłym roku jeden z nich będzie dostępny i u nas. Bioacaricid R5.

Podstawa to pszczoła i z takiego założenia wyszliśmy. Jej trzeba poszukiwać.
To prawda, że z kraińskopodobnych pszczół warroza wieje do wielokrotnych mieszańców i kaukaskich już w sierpniu z racji wcześniejszego u nich zakończenia czerwienia.

Pszczelarze niekiedy próbują „zalać” rodziny pszczele dokarmiając na zimę.
Metodę pracochłonna dla pszczelarza, podkarmiania ciągłego małymi dawkami. – Czy nie można podać jednorazowo 20-30 litrów syropu 3:2 lub 1:1 do obszernego ula i mieć święty spokój z podkarmianiem na zimę. W ulach 2-3 korpusowych stwarzamy pszczołom najlepsze warunki do zimowli zbliżone kształtem do dziupli. Pszczoły lokują przerobiony pokarm zimowy gdzie się da a w miarę wygryzania się czerwiu przenoszą go natychmiast na górę. Matki pszczele w rodzinach pszczelich zazimowanych w ten sposób zakończą czerwienie wtedy kiedy będzie na to pora. Nie można pszczołom przeszkadzać, należy zapewnić jedynie dostateczną ilość pokarmu, jako że przecież wcześniej ograbiliśmy je w dużym stopniu.

Każdy pszczelarz powinien być dobrym obserwatorem swoich pszczół i reagować w jak największym stopniu na zachodzące zjawiska.

Jeśli już wiemy, że wielokrotne mieszańce dużo lepiej radzą sobie z czyszczeniem komórek pszczelich porażonych warrozą aniżeli moje poprzednie pszczoły to w tym kierunku podążamy.
To, że nadal namawiam wszystkich do trzymania ręki na pulsie i walki z warrozą dopóki się da to oznacza tylko jedno. Kiedyś miałem większe problemy z warrozą aniżeli teraz.
Namawiam do zastosowania przeciwko warrozie drastycznych pociągnieć w rodzaju bramek z dywanikami powitalnymi na wylotkach,  po pierwszym wiosennym oblocie ze względu na troskę o pszczelarzy, którzy w miarę należycie walczyli z warrozą i mają silne rodziny najbardziej narażone na wiosenną reinwazje warrozy w 2015 roku.

Chcąc iść dalej wyznaczoną sobie drogą powiekszylismy w naszej hodowli pulę genową do rozmiarów jakie byliśmy w stanie powiększyć.
Poszukiwałem przez kilka lat pszczół rasy Buckfast z linii odpornych w jakimś stopniu na warrozę i inne choroby.
Pomimo że słyszę głosy że mamy wszystkie pszczoły i żadne, na podstawie dotychczasowyh spostrzeżeń nadal będę trzymał się tej drogi.
To człowiek rozwlókł warrozę w przyspieszonym tempie po całym świecie.
Nie ma co czekać wielu lat zanim pszczoła się sama z nią zaprzyjaźni.
Powinnością naszą jest zebrać wszystkie siły pszczele i dać pszczole jak najwiekszą możliwość dogadania się z warrozą.

Mamy wielokrotne krzyżówki pszczół prawie z całego świata.
Będziemy je krzyżować w sposób naturalny.

Życzę Wszystkim i sobie powodzenia,
polbart

W jaki sposób opisujemy rodziny pszczele.

Często słyszymy pytania dotyczące numerowania uli i prowadzenia notatek pasiecznych. Kolega Wojtek, obejrzawszy w YT filmik „Pszczoły czekają na rzepak” zadał również podobne pytanie.
Poniżej postaram się w skrócie opisać nasz system.

Ule oznakowane są na tabliczkach z blachy ofsetowej na frontowej stronie ula lub na daszkach jeśli są tą blachą pokryte.
Wydajność pasieki zależy od trutni i królowych dających takie a nie inne pogłowie pszczół.
Dlatego selekcjonujemy rodziny pszczele. Pierwszy etap już po wierzbie, mniszku i sadach. Wybitne rodziny są oznakowane i tylko one podklegają dalszej selekcji aż do końca lata. W takich rodzinach nie wymieniamy matek pszczelich co dwa lata lub rok. Spełniają one głównie rolę rodzin ojcowskich do nasycania terenu trutniami.
W obecnej chwili w naszych pasiekach w około 90 % rodzin pszczelich, żyją ubiegłoroczne królowe z lipca i sierpnia.

Nie numerujemy wszystkich uli.
Jedynie tylko te z wybitnymi rodzinami i matkami pszczelimi, wytypowanymi na ojcowskie, do wieczornego unasienniania lub posiadającymi matki pszczele będące jego efektem.
Przykładowy opis ula 54EL10M98M61B5 -14 oznacza, że mamy do czynienia z ulem nr 98, w którym żyje córka wyhodowanej u nas królowej Elgon10 z ula nr 54, unasienniona wieczorem w 2014 roku trutniami po naszej matce Buckfast B5. Jest ona pokoleniem F2 czyli wnuczką EL2(KK).
Tylko dla wytypowanych rodzin prowadzone są notatki o miejscu ich stacjonowania. Jeżeli akurat ta rodzina zostanie uznana za wybitną, to w następnym roku zostaje dodatkowo oznaczona np. numerem
EL107 MM14F2 a jej rodowód zapisany w notatkach.

Pozostałe rodziny są oznaczone numerem lini i datą urodzenia matki.
Dla przykładu P8 -13 to córka Primorski P521(KK) unasienniona naturalnie w punkcie kopulacyjnym w 2013 roku.
Niewielkie ilości królowych do naszych pasiek są unasienniana w terenie gdzie stacjonują nasze pszczoły. Wtedy matki pszczele tej samej linii mają oznaczenie P8NNZ-13 gdzie NN oznacza nasze i nieznane trutnie we wsi Z.
Jeśłi mamy do czynienia z testowym drugim lub trzecim pokoleniem to dopisujemy F2 lub F3.

Najważniejszy dzień w pasiece

Dzisiaj u nas było 12-14 stopni Celsjusza w cieniu i brak chmur.
To był najważniejszy pszczeli dzień w tym roku, którego nie mogłem przeoczyć.
Pierwszy dzień prawdziwych lotów pszczół.
Byliśmy we wszystkich pasiekach skonfigurowanych celowo lub przypadkowo, jeśli chodzi o rasy pszczół i typ ula, położonych w obszarze o promieniu 15 km.

Ule jednościenne 10 ramkowe, nieimpregnowane Langstroth 3/4 z sosny Wejmutha z osiatkowanymi dennicami – zimowla na trzech korpusach, ule poliuretanowe 10 ramkowe wielkopolskie z dennicami osiatkowanymi – zimowla na dwóch korpusach i ule ocieplane klepkowe – zimowla na jednym korpusie na 7-8 ramkach wielkopolskich.
We wszystkich typach uli, na ile tylko było to możliwe, do zimowli stworzylismy pszczołom warunki zbliżone do naturalnych. Nie były niczym ocieplone.

9 marca 2014 roku

1. Pszczoły w ulach jednościennych, przynoszą dwukrotnie więcej pyłku aniżeli w jakichkolwiek innych.
2. Pszczoły w ulach jednościennych, w których rodziny zostały utworzone we wrześniu ubiegłego roku jako składańce z różnych ras i linii, przynoszą dwa razy więcej pyłku niż wymienione w pkt 1

Rodziny i matki pszczele a ciepła zima

Rodziny i matki pszczele a ciepła zima

Zauważyłem, że pomimo braku śniegu i mrozu, ludzie którzy przeżyli już „kilka lat” ubierają się tak, jakby mieli do czynienia z zawiejami, zamieciami i mrozami.
Wystarczy tak niewiele lat życia człowieka aby podświadomość podpowiadała mu – ubierz się, może ci być zimno. A może to nie tylko jedno życie, może to cykl ukształtowany podczas ewolucji, odkąd człowiek zaczął okrywać się skórami, wynalazł ogień i zaczął budować schronienia. Spoglądając na żywe istoty, widzimy że nie ma wśród nich jednorodnego podejścia do tematu zimna. Dzieje się tak zarówno wśród tych, w których „płynie krew” jak również w świecie roślin.
Gdybyśmy mogli zacząć myśleć, kierować się instynktem lub światłem, w taki sam sposób jak to czynią pozostali współmieszkańcy naszej planety, być może łatwiej by nam było zrozumieć dlaczego postępują tak a nie inaczej.
Na Wyspach Kanaryjskich  matki pszczele czerwią prawie przez cały rok.
W Polsce matki przerywają czerwienia na okres zimy.
Zachowanie gatunku jest ich główną powinnością.
Pszczoły nie są w stanie odnawiać pokoleń w niskich temperaturach nawet przy dostatecznych zapasach miodu i pierzgi a nawet dostępie do wody.
W naszej strefie klimatycznej wytworzyła się populacja pszczół ciemno ubarwionych i złośliwych. Nie mogło być inaczej.
Kto wie, dokąd zapędziły by się legiony rzymskie, gdyby nie mieszkanki środkowo – wschodniej Europy… To właśnie dziko żyjące w borach pszczoły, powstrzymały zapędy terytorialne Rzymian w kierunku północnym.
Mając wielu wrogów jak i również długie srogie zimy, dawne miejscowe pszczoły wytworzyły w sobie odruchy obronne postrzegane niekiedy przez niejednego pszczelarza po dziś dzień jako bardzo agresywne.
Gdyby nie działalność człowieka dążącego do posiadania, łagodniejszych a zarazem bardziej miodnych pszczół, być może w dalekiej przyszłości, zakładając postępujące ocieplenie klimatu i migracje pszczół, samoistnie wytworzyła by się o wiele łagodniejsza populacja pszczół na naszych terenach.
Populacja, która nie musiała by bronić aż w takim stopniu swoich zapasów, jako że miałaby je w krótkim czasie w zasięgu ręki.
Rzeczywistość mamy jednak taką jaką mamy i większość naszych pszczół to już hybrydy, niejednokrotnie z domieszką pszczół z innych klimatów. Nie można uogólniać pochodzenia pszczół patrząc jedynie na położenie geograficzne. Bo czymże jest klimat pszczoły włoskiej w porównaniu z klimatem pszczoły marokańskiej. – Różnica kolosalna.
Pomimo, że marokańska Sahariensis żyje bliżej równika aniżeli włoska Ligustica, to warunki jej egzystencji są nieporównywalnie cięższe, graniczące z ekstremalnymi.
Pszczoły się szybko uczą, jako że są w hierarchii na drugim miejscu za człowiekiem. Pszczoły potrafią porozumiewać się pomiędzy sobą jak również pomiędzy rodzinami.
Potrafią dostosowywać się do nowych warunków klimatycznych w szczególności w kolejnych pokoleniach mających dostęp do „nowej” wody, „nowych” nektarów i pyłków..
Są jednak wyjątki i nie wszystkim pszczołom idzie to jak po maśle.
Zarówno one jak i my mamy za sobą szmat czasu egzystencji na naszej planecie.
Człowiek „udomowiając” pszczołę ulokował ją w takich samych siedliskach jak żyła pierwotnie. W barciach i kłodach.
Sto lat temu wpadł na genialny pomysł powiększenia pszczoły jak i w niektórych rejonach świata, stworzenia jej warunków bytowania wynikających z ludzkiego myślenia.
Tym sposobem, chcąc bardziej zadbać o pszczoły zaczęto im przeszkadzać. Powiększenie rozmiarów komórki pszczelej bardzo szybko, bo już po stu latach okazało się całkowitym nieporozumieniem. Pszczołę udało się powiększyć, skrzydeł niestety nie. Z tego powodu pszczoły żyjące na komórce odbudowanej na węzie o rozmiarze 5,4 mm proszą o zmniejszenie rozmiarów komórki pszczelej, do adekwatnych do ich predyspozycji czyli generalnie do pierwotnego rozmiaru komórki 5,1 mm a niekiedy 4,9 mm. Pogrubiają ścianki komórek dążąc do dostosowania ich do własnych ukształtowanych przez miliony lat upodobań. Niestety już nie wszystkie. Niewielka część z nich jakoby się już poddała.
Jeśli chcemy rzeczywiście zadbać o największego przyjaciela człowieka, nie ma innej drogi jak zastosować węzę ułatwiającą człowiekowi pracę w gospodarce pasiecznej ale węzę o naturalnych wymiarach komórek.

Pszczoły żyjące w komórkach 4,9 mm i 5,1 mm od wiosny do jesieni żyją dłużej, nawet od 8-12 tygodni.
Warroza mająca tendencję do rozmnażania się w komórkach trutowych ma czytelny obraz, które komórki są pszczelimi a które trutowymi. W ten sposób atakuje głównie komórki trutowe.
Zwiększenie ilości komórek w plastrze jak i ścieśnienie plastrów powoduje oscylowanie temperatury gniazda w górnej granicy przedziału 33-36 stopni Celsjusza. Zarówno zimą jak i latem pszczołom jest łatwiej regulować temperaturę jeśli odstępy pomiędzy plastrami wynoszą 7 mm a nie jak obecnie 10 mm.
Warroza preferując niższe temperatury, bazuje na komórkach na skraju plastrów, na których możemy zastawiać na nią pułapki ,obcinając naroża węzy w ten sposób aby pszczoły w dolnych partiach plastra miały miejsce do budowy komórek trutowych. Podstawa wyciętego trójkąta węzy ma 10 cm a wysokość 6 cm.

Budowa uli ocieplanych to jeszcze nie takie wielkie zło.
Ścieśnianie do maksimum gniazd pszczelich i ocieplanie rodzin żyjących w tych ulach bez zapewnienia dostatecznego dopływu tlenu doprowadza pszczoły do wielkiego stresu i niepotrzebnych wysiłków zmierzających do zapewnienia sobie właściwych parametrów, których oczekują podczas zimowli.
Pszczelarz, który zaopatrując rodzinę pszczelą na zimę narzuca jej swój sposób myślenia i postępowania, robi jej niesamowitą krzywdę. Bo któż przez miliony lat, przed zimą, wkładał do dziupli lub w szczeliny skalne maty słomiane, ujmował ilość plastrów ścieśniając gniazdo, któż pakował na górę poduchę a nawet dodatkowo we wszystkie wolne przestrzenie słomę lub siano? – Ano nikt.
Pszczoły zimowały w takiej samej przestrzeni jak i lecie. Mało tego, nie miały wylotka, przeliczonego w centymetrach kwadratowych na jedną ramkę. Układem budowanych plastrów regulowały krążenie powietrza.
Zimowały w niskich temperaturach, do których przyzwyczaiła je natura. Obszerne poniekąd gniazdo umożliwiało prawidłową cyrkulację powietrza.

Nie bez powodu, doświadczeni pszczelarze przytaczają obraz bardzo dobrej zimowli swoich pszczół w ulach ocieplanych Warszawskich zwykłych i poszerzanych oraz Dadanta.
Zimują pszczoły na przeciwko wylotu, ograniczone zatworami po bokach a od góry skromnie ocieplone. Zarówno poza zatworami bocznymi jak i po daszkiem jest w tych ulach dostateczna przestrzeń umożliwiająca ucieczkę wilgoci i dwutlenku węgla, nawet przy zwężonym wylotku. Zimowanie w taki sposób może kojarzyć się poniekąd z zimowaniem w stebniku.
Rodzina pszczela, zimująca w obszernym ulu zimuje lepiej. Warunek – dostateczny dostęp powietrza, który zapobiega powstawaniu wilgoci i pleśnieniu plastrów.
W jakim celu w takim razie zadawać sobie tyle trudu aby ujmować przed zimą ramki, wkładać ocieplenia utrudniając pszczołom zimowlę?

Na zewnątrz panują niskie temperatury. Ścieśniając gniazdo, dodatkowo ocieplając i zwężając wylot, stwarzamy pszczołom sztuczne środowisko, które w żaden sposób nie pasuje do warunków panujących na zewnątrz ula.
Nie pasuje ono zupełnie do nawyków pszczół nabytych przez miliony lat.
Przemieszczając się w ciasnym, ocieplonym kłębie, wytwarzają temperaturę, która rośnie. Temperaturę, która jest im niepotrzebna, jako że na zewnątrz jest zimno. Nie będę mogły wylecieć, nic nie kwitnie, nie ma nektaru, nie ma pyłku, woda zamarznięta. Za wysoka temperatura, zimującej rodziny pszczelej powoduje zachwianie procesów życiowych, które może się objawić niepotrzebnym przedwczesnym podjęciem czerwienia, szczególnie podczas długich okresów ociepleń w czasie zimy.
Nie chcąc do tego dopuścić i mając na uwadze warunki panujące na zewnątrz, pszczoły zaczynają się starać obniżyć temperaturę wewnątrz, sobie znanym sposobem, poprzez odparowanie wilgoci. W pewnym momencie przychodzi taki moment, że wilgoci zaczyna brakować, jako że nie można jej dostarczyć z zewnątrz. Pszczoły spracowują się i zaczyna się apokalipsa. Z pragnienia, wyczerpania, przepełnienia jelita i braku zapasów rodzina pszczela umiera.
Wiosną, pszczelarz widzi duży osyp na dennicy, garstkę pszczół wbitą w puste komórki plastrów, zapleśniałe ramki.
Czyż nie są znane przypadki zimowania wędrujących rojów pszczelich w stodołach, pod mostami, w murowanych ścianach i gdziekolwiek indziej, zarówno w wielkich jak i mniejszych przestrzeniach?
Większość tych rójek przeżywa bez problemu zimę. Na wiosnę skazane są z reguły na zagładę. Szczególnie te, narażone na wiatry i zimno. W większości tego typu przypadków, pszczoły nie mogąc zapewnić dostatecznej temperatury do wygrzania czerwiu, nie stwarzają matce dostatecznych warunków do składania jaj a jeśli już, to nawroty niskich temperatur powodują zamieranie nienarodzonego pokolenia.
W zimie nie było problemu, na wiosnę już jest ciężko…

W jakichkolwiek typach uli starajmy się zapewnić pszczołom zimowlę, która była by najbardziej podobna do naturalnej.
Przede wszystkim nie ocieplajmy rodzin i zapewniajmy jak największy dopływ tlenu co nierozłączne jest z doskonałym odprowadzeniem dwutlenku węgla z uli.
Zimujmy rodziny pszczele w przestronnych gniazdach zapewniając maksymalny dopływ tlenu.
Najlepszym sposobem jest zimowanie nieocieplonych rodzin pszczelich na dennicach osiatkowanych, przez które dwutlenek węgla jako cięższy od powietrza samoczynnie uchodzi na zewnątrz.
Pszczołom potrzebny jest tlen a nie dwutlenek węgla.
Tlen przedłuża życie pszczołom, dwutlenek węgla skraca.
Spowalnianie procesów życiowych u pszczół w nadmiernym stężeniu dwutlenku węgla prowadzi  do skrócenia życia. Nie do przedłużenia, pomimo spowolnienia.
W naszych domach zimą mamy ciepło ale wietrzymy pomieszczenia.
W domach pszczół jest zimno ale wietrzenie jest równie nieodzowne.
Zimowanie rodzin pszczelich na kilku pełnych korpusach w ulach jednościennych z osiatkowanymi dennicami, przy braku górnego ocieplenia jest podstawą prawidłowej zimowli pszczół, jako że prowadzi do niezakłóconego odbioru warunków zewnętrznych przez pszczoły.
Często niesłusznie nazywamy ten sposób gospodarki schładzaniem gniazda. Skłaniałbym się bardziej do określenia – zapewnianie pszczołom naturalnego pełnego kontaktu z warunkami zewnętrznymi.

Gdy nadejdzie wiosna nie róbmy rewolucji w rodzinach pszczelich. Nawet jeśli książkowe temperatury w cieniu będą w okolicach 15 stopni Celsjusza.
Reagujmy jedynie w przypadku zauważenia czegoś złego.
Pszczoły w zeszłym roku przygotowały sobie siedlisko odpowiednio woskując, kitując i uszczelniając przestrzeń w gniazdach. Nie niszczmy im tego wielkiego trudu na skutek naszej ciekawości i nadmiernej gorliwości.
Zniszczenia jakie zostawimy po przedwczesnym przeglądzie, pszczoły będą musiały naprawić, co będzie je kosztować wiele wysiłku i to w najbardziej ciężkim dla nich okresie.

Jeśli trzeba, nie zapomnijmy o ścieśnieniu i dociepleniu rodzin pszczelich po pierwszym wiosennym oblocie.