Przyszłość

Idea poszukiwania gospodarki pasiecznej bez użycia chemii nieorganiznej lub bez jakiejkolwiek jest słuszna.

Aby ją spełnić w jak najwiekszym stopniu potrzeba wielu lat pracy.
Pisanie, że Erik Osterlund to i tamto nie ma sensu bo jeszcze kilka lat temu zawaliła się Jego pasieka kiedy poszukiwał pszczoły odpornej na warrozę.
Znalazł odporniejszą.
Wielokrotne mieszańce w dużym stopniu są tworzone z pszczół dających sobie w jakimś stopniu radę z warrozą.
W tym kierunku podąża wielu hodowców na całym świecie tworząc grupy wymieniając się wewnątrz nich materiałem hodowlanym.

Jak na razie nie widzę odpornej w dostatecznym stopniu pszczoły na warrozę.
Rozrzut w stopniach odporności i higieniczności w ramach tych samyh linii jest zróznicowany, pomimo umożliwienia królowym jak najwiekszej puli genów w trakcie naturalnej kopulaji.
Być może ta pula jest jeszcze za mała.
Pierwsze koty za płoty ale po raz kolejny pojawiła się pewna nadzieja.
Młode rodziny z domieszką pszczoły afrykańsko-kolumbijskiej po zasosowaniu zabiegów przeciwko warrozie nie wykazały obecności kleszcza. Fakt, że królewny córki unasienniały się już w śródku lub późnym latem w dużo bardziej zróżniowanym srodowisku trutni. Czy to efekt młodych rodzin czy inasienniania, okaże się. W tych młodych rodzinach w porównaniu z podobnymi innymi młodymi rodzinami pszczelimi osypu warrozy generalnie nie było. W tych drugich sporadycznie.
Pytanie – przypadki czy czegoś jeszcze nie wiem. Co się stało z warrozą, którą powinno się zaobserwować w osypie po zabiegu.
Coś w trawie piszczy no ale czas pokaże.
Na dzisiejszy dzień, trzeba z warrozą walczyć.
Rodziny odporne na warrozę można wyselekcjonować po niewielkich osypach 2-3 letnich.
Nie sądzę aby zabiegi przeciwko warrozie robiły pszczołom wodę z mózgu.
Sądzę, że im pomagają.

Metoda Bonda jest słuszną metodą ale musi być później połączona z następnymi elmentami:
1.Zapewnienie lub obserwacja czerwienia matek pszczelich przez okrągły rok.
2. Wykorzystywanie wczesnych pożytków jak wierzby, sady, mniszek, rzepak ze względu na obfitość występującego w tym czasie nektaru i brak rabunków jako że rodziny, które nie dały rady odeszły w zaświaty. O pestycydach występujących w nektarze tych roślin wspomagająych walkę z warrozą po cichu wspomnę.
3. Pożytki letnie i późno letnie są już wielkim niebezpieczeństwem ze względu na rozwijająą się populację warrozy.
4. Kto nie chce mieć kłopotów lepiej nich znajdzie odludne miejsca dla swoich kolonii pszczelich na ten czas.
5. Monitorowanie w sezonie środkami ekologicznymi warrozy. Trzeba brać poprawkę, że służą do monitorowania a nie do likwidacji, choć są dosyć skuteczne. Byż może w przyszłym roku jeden z nich będzie dostępny i u nas.

Podstawa to pszczoła i z takiego założenia wyszliśmy. Jej trzeba poszukiwać.
To prawda, że z kraińskopodobnyh pszczół warroza wieje do wielokrotnyh mieszańców i kaukaskich już w sierpniu z racji wcześniejszego zakończenia czerwienia.
O srodkowoeuropejskich się nie wypowiadam, ponieważ te rzekomo wystepująe w pasiekach nie są warte ani słowa aby o nich pisać.
Gdzie wykorzystanie pożytków wczesnych, gdzie wykorzystanie pozytków późnych, gdzie mała rojliwośc itd.? Być może słuszną jest idea wyselekcjonowania i utrzymywania pszczół, które dochodzą do siły na czerwiec i zwijają manatki w sierpniu…
Mnie jaka na razie do wyobraźni ona nie przemawia. A zalać pszczoły w wyimaginowanym sobie czasie można jedynie te, które taką głupotę przyjmą w swoje umysły. Ja na razie takich nie spotkałem. Można podać jednorazowo 20-30 litrów do obszernego ula i mieć święty spokój z podkarmianiem na zimę.
Nie znaczy to wcale, ze królowe nie przestaną czerwić. Można również biegać i podkarmiać non stop na jednym korpusie. Rodziny z kilkurocznymi królowymi.
Wtedy w jakiś stopniu może się to udać. Przeciwna strona medalu to stare królowe – to nie wino i skrzypce.

Łatwo nie jest.
Każdy powinien być dobrym obserwatorem swoich pszzół i reagować w jak najwiekszym stopniu na zachodząe zjawiska. Nie ma co porywać się z motyką na słońcce.
Jeśli już wiem, że wielokrotne mieszańce dużo lepiej radzą sobie z czyszczeniem komórek pszczelich porażonych warrozą aniżeli moje poprzednie pszczoły to w tym kierunku podążam.
To, że nadal namawiam wszystkich do trzymania ręki na pulsie i walki z warrozą dopóki się da to oznacza tylko jedno. Kiedyś miałem większe problemy z warrozą aniżeli teraz.
To że namawiam nawet do stosowania drastycznych pociągnieć w rodzaju bramek na wylotkach, to tylko ze względu na troskę o pszczelarzy, którzy w miarę należycie walczyli z warrozą i mają silne rodziny, które na skutek reinwazji mogą być w opłakanym stanie już w lipcu.

Chcąc iść dalej wyznaczoną sobie drogą powiekszylismy w naszej hodowli pulę genową do rozmiarów jakie byliśmy w stanie powiekszyć.
Poszukiwałem przez kilka lat pszczół rasy Buckfast z linii odpornych w jakimś stopniu na warrozę i inne choroby.
Pomimo że słyszę głosy że mamy wszystkie pszczoły i żadne, na podstawie dotychczasowyh spostrzeżeń nadal będę trzymał się tej drogi.
To człowiek rozwlókł warrozę w przyspieszonym tempie po całym świecie.
Nie ma co czekać wielu lat zanim pszczoła się sama z nią zaprzyjaźni.
Powinnością naszą jest zebrać wszystkie siły pszczele i dać pszczole jak najwiekszą możliwość dogadania się z warrozą.

Mam wielokrotne krzyżówki pszczół prawie z całego świata.
Będziemy je krzyżować w sposób naturalny.

Życzę Wszystkim i sobie powodzenia,
polbart

P.S. Będę się jak najszybciej starał poszerzyć, poprawić błędy i rozwinąć powyższą wypowiedź. Pisałem ad hoc, powodowany ambitnymi wypowiedziami pszczelarzy na forach pszczelarskich.

W jaki sposób opisujemy rodziny pszczele.

Często słyszymy pytania dotyczące numerowania uli i prowadzenia notatek pasiecznych. Kolega Wojtek, obejrzawszy w YT filmik „Pszczoły czekają na rzepak” zadał również podobne pytanie.
Poniżej postaram się w skrócie opisać nasz system.

Ule oznakowane są na tabliczkach z blachy ofsetowej na frontowej stronie ula lub na daszkach jeśli są tą blachą pokryte.
Wydajność pasieki zależy od trutni i królowych dających takie a nie inne pogłowie pszczół.
Dlatego selekcjonujemy rodziny pszczele. Pierwszy etap już po wierzbie, mniszku i sadach. Wybitne rodziny są oznakowane i tylko one podklegają dalszej selekcji aż do końca lata. W takich rodzinach nie wymieniamy matek co dwa lata lub rok. Spełniają one głównie rolę rodzin ojcowskich do nasycania terenu trutniami.
W obecnej chwili w naszych pasiekach w około 90 % rodzin pszczelich, żyją ubiegłoroczne królowe z lipca i sierpnia.

Nie numerujemy wszystkich uli.
Jedynie tylko te z wybitnymi rodzinami pszczelimi, wytypowanymi na ojcowskie, do wieczornego unasienniania lub posiadającymi matki będące jego efektem.
Przykładowy opis ula 54EL10M98M61B5 -14 oznacza, że mamy do czynienia z ulem nr 98, w którym żyje córka wyhodowanej u nas królowej Elgon10 z ula nr 54, unasienniona wieczorem w 2014 roku trutniami po naszej matce Buckfast B5. Jest ona pokoleniem F2 czyli wnuczką EL2(KK).
Tylko dla wytypowanych rodzin prowadzone są notatki o miejscu ich stacjonowania. Jeżeli akurat ta rodzina zostanie uznana za wybitną, to w następnym roku zostaje dodatkowo oznaczona np. numerem
EL107 MM14F2 a jej rodowód zapisany w notatkach.

Pozostałe rodziny są oznaczone numerem lini i datą urodzenia matki.
Dla przykładu P8 -13 to córka Primorski P521(KK) unasienniona naturalnie w punkcie kopulacyjnym w 2013 roku.
Niewielkie ilości królowych do naszych pasiek są unasienniana w terenie gdzie stacjonują nasze pszczoły. Wtedy matki tej samej linii mają oznaczenie P8NNZ-13 gdzie NN oznacza nasze i nieznane trutnie we wsi Z.
Jeśłi mamy do czynienia z testowym drugim lub trzecim pokoleniem to dopisujemy F2 lub F3.

Najważniejszy dzień w pasiece

Dzisiaj u nas było 12-14 stopni Celsjusza w cieniu i brak chmur.
To był najważniejszy pszczeli dzień w tym roku, którego nie mogłem przeoczyć.
Pierwszy dzień prawdziwych lotów pszczół.
Byliśmy we wszystkich pasiekach skonfigurowanych celowo lub przypadkowo, jeśli chodzi o rasy pszczół i typ ula, położonych w obszarze o promieniu 15 km.

Ule jednościenne 10 ramkowe, nieimpregnowane Langstroth 3/4 z sosny Wejmutha z osiatkowanymi dennicami – zimowla na trzech korpusach, ule poliuretanowe 10 ramkowe wielkopolskie z dennicami osiatkowanymi – zimowla na dwóch korpusach i ule ocieplane klepkowe – zimowla na jednym korpusie na 7-8 ramkach wielkopolskich.
We wszystkich typach uli, na ile tylko było to możliwe, do zimowli stworzylismy pszczołom warunki zbliżone do naturalnych. Nie były niczym ocieplone.

9 marca 2014 roku

1. Pszczoły w ulach jednościennych, przynoszą dwukrotnie więcej pyłku aniżeli w jakichkolwiek innych.
2. Pszczoły w ulach jednościennych, w których rodziny zostały utworzone we wrześniu ubiegłego roku jako składańce z różnych ras i linii, przynoszą dwa razy więcej pyłku niż wymienione w pkt 1

Ciepła zima

Zauważyłem, że pomimo braku śniegu i mrozu, ludzie którzy przeżyli już „kilka lat” ubierają się tak, jakby mieli do czynienia z zawiejami, zamieciami i mrozami.
Wystarczy tak niewiele lat życia człowieka aby podświadomość podpowiadała mu – ubierz się, może ci być zimno. A może to nie tylko jedno życie, może to cykl ukształtowany podczas ewolucji, odkąd człowiek zaczął okrywać się skórami, wynalazł ogień i zaczął budować schronienia. Spoglądając na żywe istoty, widzimy że nie ma wśród nich jednorodnego podejścia do tematu zimna. Dzieje się tak zarówno wśród tych, w których „płynie krew” jak również w świecie roślin.
Gdybyśmy mogli zacząć myśleć, kierować się instynktem lub światłem, w taki sam sposób jak to czynią pozostali współmieszkańcy naszej planety, być może łatwiej by nam było zrozumieć dlaczego postępują tak a nie inaczej.
Na Wyspach Kanaryjskich  matki pszczele czerwią prawie przez cały rok.
W Polsce matki przerywają czerwienia na okres zimy.
Zachowanie gatunku jest ich główną powinnością.
Pszczoły nie są w stanie odnawiać pokoleń w niskich temperaturach nawet przy dostatecznych zapasach miodu i pierzgi a nawet dostępie do wody.
W naszej strefie klimatycznej wytworzyła się populacja pszczół ciemno ubarwionych i złośliwych. Nie mogło być inaczej.
Kto wie, dokąd zapędziły by się legiony rzymskie, gdyby nie mieszkanki środkowo – wschodniej Europy… To właśnie dziko żyjące w borach pszczoły, powstrzymały zapędy terytorialne Rzymian w kierunku północnym.
Mając wielu wrogów jak i również długie srogie zimy, dawne miejscowe pszczoły wytworzyły w sobie odruchy obronne postrzegane niekiedy przez niejednego pszczelarza po dziś dzień jako bardzo agresywne.
Gdyby nie działalność człowieka dążącego do posiadania, łagodniejszych a zarazem bardziej miodnych pszczół, być może w dalekiej przyszłości, zakładając postępujące ocieplenie klimatu i migracje pszczół, samoistnie wytworzyła by się o wiele łagodniejsza populacja pszczół na naszych terenach.
Populacja, która nie musiała by bronić aż w takim stopniu swoich zapasów, jako że miałaby je w krótkim czasie w zasięgu ręki.
Rzeczywistość mamy jednak taką jaką mamy i większość naszych pszczół to już hybrydy, niejednokrotnie z domieszką pszczół z innych klimatów. Nie można uogólniać pochodzenia pszczół patrząc jedynie na położenie geograficzne. Bo czymże jest klimat pszczoły włoskiej w porównaniu z klimatem pszczoły marokańskiej. – Różnica kolosalna.
Pomimo, że marokańska Sahariensis żyje bliżej równika aniżeli włoska Ligustica, to warunki jej egzystencji są nieporównywalnie cięższe, graniczące z ekstremalnymi.
Pszczoły się szybko uczą, jako że są w hierarchii na drugim miejscu za człowiekiem. Pszczoły potrafią porozumiewać się pomiędzy sobą jak również pomiędzy rodzinami.
Potrafią dostosowywać się do nowych warunków klimatycznych w szczególności w kolejnych pokoleniach mających dostęp do „nowej” wody, „nowych” nektarów i pyłków..
Są jednak wyjątki i nie wszystkim pszczołom idzie to jak po maśle.
Zarówno one jak i my mamy za sobą szmat czasu egzystencji na naszej planecie.
Człowiek „udomowiając” pszczołę ulokował ją w takich samych siedliskach jak żyła pierwotnie. W barciach i kłodach.
Sto lat temu wpadł na genialny pomysł powiększenia pszczoły jak i w niektórych rejonach świata, stworzenia jej warunków bytowania wynikających z ludzkiego myślenia.
Tym sposobem, chcąc bardziej zadbać o pszczoły zaczęto im przeszkadzać. Powiększenie rozmiarów komórki pszczelej bardzo szybko, bo już po stu latach okazało się całkowitym nieporozumieniem. Pszczołę udało się powiększyć, skrzydeł niestety nie. Z tego powodu pszczoły żyjące na komórce odbudowanej na węzie o rozmiarze 5,4 mm proszą o zmniejszenie rozmiarów komórki pszczelej, do adekwatnych do ich predyspozycji czyli generalnie do pierwotnego rozmiaru komórki 5,1 mm a niekiedy 4,9 mm. Pogrubiają ścianki komórek dążąc do dostosowania ich do własnych ukształtowanych przez miliony lat upodobań. Niestety już nie wszystkie. Niewielka część z nich jakoby się już poddała.
Jeśli chcemy rzeczywiście zadbać o największego przyjaciela człowieka, nie ma innej drogi jak zastosować węzę ułatwiającą człowiekowi pracę w gospodarce pasiecznej ale węzę o naturalnych wymiarach komórek.

Pszczoły żyjące w komórkach 4,9 mm i 5,1 mm od wiosny do jesieni żyją dłużej, nawet od 8-12 tygodni.
Warroza mająca tendencję do rozmnażania się w komórkach trutowych ma czytelny obraz, które komórki są pszczelimi a które trutowymi. W ten sposób atakuje głównie komórki trutowe.
Zwiększenie ilości komórek w plastrze jak i ścieśnienie plastrów powoduje oscylowanie temperatury gniazda w górnej granicy przedziału 33-36 stopni Celsjusza. Zarówno zimą jak i latem pszczołom jest łatwiej regulować temperaturę jeśli odstępy pomiędzy plastrami wynoszą 7 mm a nie jak obecnie 10 mm.
Warroza preferując niższe temperatury, bazuje na komórkach na skraju plastrów, na których możemy zastawiać na nią pułapki ,obcinając naroża węzy w ten sposób aby pszczoły w dolnych partiach plastra miały miejsce do budowy komórek trutowych. Podstawa wyciętego trójkąta węzy ma 10 cm a wysokość 6 cm.

Budowa uli ocieplanych to jeszcze nie takie wielkie zło.
Ścieśnianie do maksimum gniazd pszczelich i ocieplanie rodzin żyjących w tych ulach bez zapewnienia dostatecznego dopływu tlenu doprowadza pszczoły do wielkiego stresu i niepotrzebnych wysiłków zmierzających do zapewnienia sobie właściwych parametrów, których oczekują podczas zimowli.
Pszczelarz, który zaopatrując rodzinę pszczelą na zimę narzuca jej swój sposób myślenia i postępowania, robi jej niesamowitą krzywdę. Bo któż przez miliony lat, przed zimą, wkładał do dziupli lub w szczeliny skalne maty słomiane, ujmował ilość plastrów ścieśniając gniazdo, któż pakował na górę poduchę a nawet dodatkowo we wszystkie wolne przestrzenie słomę lub siano? – Ano nikt.
Pszczoły zimowały w takiej samej przestrzeni jak i lecie. Mało tego, nie miały wylotka, przeliczonego w centymetrach kwadratowych na jedną ramkę. Układem budowanych plastrów regulowały krążenie powietrza.
Zimowały w niskich temperaturach, do których przyzwyczaiła je natura. Obszerne poniekąd gniazdo umożliwiało prawidłową cyrkulację powietrza.

Nie bez powodu, doświadczeni pszczelarze przytaczają obraz bardzo dobrej zimowli swoich pszczół w ulach ocieplanych Warszawskich zwykłych i poszerzanych oraz Dadanta.
Zimują pszczoły na przeciwko wylotu, ograniczone zatworami po bokach a od góry skromnie ocieplone. Zarówno poza zatworami bocznymi jak i po daszkiem jest w tych ulach dostateczna przestrzeń umożliwiająca ucieczkę wilgoci i dwutlenku węgla, nawet przy zwężonym wylotku. Zimowanie w taki sposób może kojarzyć się poniekąd z zimowaniem w stebniku.
Rodzina pszczela, zimująca w obszernym ulu zimuje lepiej. Warunek – dostateczny dostęp powietrza, który zapobiega powstawaniu wilgoci i pleśnieniu plastrów.
W jakim celu w takim razie zadawać sobie tyle trudu aby ujmować przed zimą ramki, wkładać ocieplenia utrudniając pszczołom zimowlę?

Na zewnątrz panują niskie temperatury. Ścieśniając gniazdo, dodatkowo ocieplając i zwężając wylot, stwarzamy pszczołom sztuczne środowisko, które w żaden sposób nie pasuje do warunków panujących na zewnątrz ula.
Nie pasuje ono zupełnie do nawyków pszczół nabytych przez miliony lat.
Przemieszczając się w ciasnym, ocieplonym kłębie, wytwarzają temperaturę, która rośnie. Temperaturę, która jest im niepotrzebna, jako że na zewnątrz jest zimno. Nie będę mogły wylecieć, nic nie kwitnie, nie ma nektaru, nie ma pyłku, woda zamarznięta. Za wysoka temperatura, zimującej rodziny pszczelej powoduje zachwianie procesów życiowych, które może się objawić niepotrzebnym przedwczesnym podjęciem czerwienia, szczególnie podczas długich okresów ociepleń w czasie zimy.
Nie chcąc do tego dopuścić i mając na uwadze warunki panujące na zewnątrz, pszczoły zaczynają się starać obniżyć temperaturę wewnątrz, sobie znanym sposobem, poprzez odparowanie wilgoci. W pewnym momencie przychodzi taki moment, że wilgoci zaczyna brakować, jako że nie można jej dostarczyć z zewnątrz. Pszczoły spracowują się i zaczyna się apokalipsa. Z pragnienia, wyczerpania, przepełnienia jelita i braku zapasów rodzina pszczela umiera.
Wiosną, pszczelarz widzi duży osyp na dennicy, garstkę pszczół wbitą w puste komórki plastrów, zapleśniałe ramki.
Czyż nie są znane przypadki zimowania wędrujących rojów pszczelich w stodołach, pod mostami, w murowanych ścianach i gdziekolwiek indziej, zarówno w wielkich jak i mniejszych przestrzeniach?
Większość tych rójek przeżywa bez problemu zimę. Na wiosnę skazane są z reguły na zagładę. Szczególnie te, narażone na wiatry i zimno. W większości tego typu przypadków, pszczoły nie mogąc zapewnić dostatecznej temperatury do wygrzania czerwiu, nie stwarzają matce dostatecznych warunków do składania jaj a jeśli już, to nawroty niskich temperatur powodują zamieranie nienarodzonego pokolenia.
W zimie nie było problemu, na wiosnę już jest ciężko…

W jakichkolwiek typach uli starajmy się zapewnić pszczołom zimowlę, która była by najbardziej podobna do naturalnej.
Przede wszystkim nie ocieplajmy rodzin i zapewniajmy jak największy dopływ tlenu co nierozłączne jest z doskonałym odprowadzeniem dwutlenku węgla z uli.
Zimujmy rodziny pszczele w przestronnych gniazdach zapewniając maksymalny dopływ tlenu.
Najlepszym sposobem jest zimowanie nieocieplonych rodzin pszczelich na dennicach osiatkowanych, przez które dwutlenek węgla jako cięższy od powietrza samoczynnie uchodzi na zewnątrz.
Pszczołom potrzebny jest tlen a nie dwutlenek węgla.
Tlen przedłuża życie pszczołom, dwutlenek węgla skraca.
Spowalnianie procesów życiowych u pszczół w nadmiernym stężeniu dwutlenku węgla prowadzi  do skrócenia życia. Nie do przedłużenia, pomimo spowolnienia.
W naszych domach zimą mamy ciepło ale wietrzymy pomieszczenia.
W domach pszczół jest zimno ale wietrzenie jest równie nieodzowne.
Zimowanie rodzin pszczelich na kilku pełnych korpusach w ulach jednościennych z osiatkowanymi dennicami, przy braku górnego ocieplenia jest podstawą prawidłowej zimowli pszczół, jako że prowadzi do niezakłóconego odbioru warunków zewnętrznych przez pszczoły.
Często niesłusznie nazywamy ten sposób gospodarki schładzaniem gniazda. Skłaniałbym się bardziej do określenia – zapewnianie pszczołom naturalnego pełnego kontaktu z warunkami zewnętrznymi.

Gdy nadejdzie wiosna nie róbmy rewolucji w rodzinach pszczelich. Nawet jeśli książkowe temperatury w cieniu będą w okolicach 15 stopni Celsjusza.
Reagujmy jedynie w przypadku zauważenia czegoś złego.
Pszczoły w zeszłym roku przygotowały sobie siedlisko odpowiednio woskując, kitując i uszczelniając przestrzeń w gniazdach. Nie niszczmy im tego wielkiego trudu na skutek naszej ciekawości i nadmiernej gorliwości.
Zniszczenia jakie zostawimy po przedwczesnym przeglądzie, pszczoły będą musiały naprawić, co będzie je kosztować wiele wysiłku i to w najbardziej ciężkim dla nich okresie.

Jeśli trzeba, nie zapomnijmy o ścieśnieniu i dociepleniu rodzin pszczelich po pierwszym wiosennym oblocie.

O pszczołach i ich dokonaniach w minionym sezonie 2013

Macedonki – pszczoły środka w naszej pasiece.

Pszczoły Macedońskie, naturalnym zasięgiem obejmują północną Grecję, Macedonię, Bułgarię – Rodopska, częściowo Rumunię – Karpatka i Ukrainę – Stepowa Ukraińska.

Zaliczone przez badaczy ( Ruttner 1988) do pszczół kraińskich, są wynikiem krzyżowania się pszczół Bałkańskich i Anatolskich z Turcji.

Apis Mellifera Macedonica i jej pierwsze krzyżówki są porównywalne z Apis Mellifera Carnica i z jej pierwszymi krzyżówkami.

Sklepią miód na mokro i na sucho. Ciemno ubarwione pszczoły.

 

W mojej ocenie Macedonka jest pszczołą o wiele mniej rojliwą w porównaniu z Krainką. Wykorzystuje w większym stopniu wczesne pożytki, pomimo że nie tworzy dużo silniejszych rodzin na zimę.

Pożytki późne również wykorzystuje lepiej od Krainki, choć nie aż w takim stopniu jak pszczoła Kaukaska Gruzińska.

Wykorzystuje zarówno pożytki nektarowe jak i spadziowe ze spadzi iglastej, choć te ostatnie w stopniu porównywalnym z Gruzinką i Krainką, jedynie na w miarę obfitej spadzi. W przypadku niewielkiej, wczesnej spadzi preferuje pożytki nektarowe, ustępując prawie całkowicie przede wszystkim Kraince i po części Gruzince.

Jest pszczołą łagodną z zaznaczającym się niekiedy instynktem obronnym w czasie wieczornych przeglądów. Pierwszym zwiastunem potrzeby użycia 1-2 kłębów dymu, są przyśpieszone wężowe ruchy pszczół na ramkach a następnie ostrzegawczy atak jednej pszczoły przeważnie w okolice nosa. Jej obronność ogólna sytuuje ją pomiędzy Krainką a Gruzinką, licząc od najbardziej do najmniej obronnych. O agresywności trudno mi się wypowiadać jako, że w moim terenie akurat pszczoła Macedońska jej nie posiada a drugie jej pokolenie jest już w większości  pozbawione tego wieczornego obronnego nawyku.

Jest jedyną z wyżej wymienionych pszczół akceptującą w pierwszym pokoleniu w zadowalającym stopniu komórkę 4,9 mm.

W skali całego minionego sezonu, jej miodność plasuje ją wśród naszych pszczół mniej więcej po środku – w skali 10 punktowej .

W poniższym zestawieniu wziąłem pod uwagę tegoroczny układ pożytków w moim terenie, w czasie którego oprócz katastrofalnego nektarowania wrzosu, pszczoły wykorzystywały w różnym stopniu dostęp do pożytków z wierzby, mniszka, sadów, rzepaku, akacji, facelii, lipy, gryki i nawłoci.

Gruzinka F2 – 9 pkt

Buckfast F1 – 8,5 pkt

Elgon F1 – 8,5 pkt

Primorski F1 – 8 pkt

Macedonka F2 – 8 pkt

Macedonka F1 – 7 pkt

Karnika F2 – 7 pkt

Karnika F1 – 6 pkt

Powyższe spostrzeżenia i uwagi dotyczą pszczół w naszej pasiece.

Wędrówki z ulem jednościennym

Co zrobić, aby nie stosując dodatkowych zabezpieczeń, korpusy uli nie przesuwały się w czasie transportu

Po pierwsze – krawędzie górne boków nowych dennic, należy posmarować plastycznym woskiem lub pomalować płynnym. Z górnymi i dolnymi krawędziami korpusów należy postąpić w identyczny sposób.
Powlekanie górnych i dolnych krawędzi woskiem, mobilizuje pszczoły jakoby do szybszego zainteresowania się tymi miejscami i według ich sztuki, dopracowaniem sklejania korpusów.

Powlekanie krawędzi korpusów woskiem, prezentuje Jan Pluta w 7 minucie i 40 sekundzie filmu.

Po drugie – korpusy muszą być wykonane bardzo dokładnie, tak aby nie było pomiędzy nimi szczelin powodujących prześwity.

Bardzo ważnym szczegółem jest, aby wąsy ramek w miejscach zawieszenia były zagłębione w stosunku do górnych krawędzi korpusów.
Jeśli górna beleczka ma 10 mm wysokości to wpusty do zawieszania ramek powinny mieć 15 mm głębokości.
Szczeliny pomiędzy górną powierzchnią wąsów ramek a dolną powierzchnią ścian korpusów posadowionych ponad nimi, uzupełniane są propolisem i woskiem co daje w efekcie dwadzieścia punktów mocujących. Jeżeli dolne powierzchnie listewek w ramkach znajdują się 4 mm powyżej dolnej powierzchni ścian korpusów nie zachodzi obawa, że podczas podnoszenia korpusów – z korpusów położonych pod nimi będą wyciągane przyklejone ramki. Sumaryczna odległość pomiędzy górną powierzchnią ramek w dolnym korpusie i dolną powierzchnią ramek w górnym korpusie wynosi 9 mm i pszczoły takiej poziomej przestrzeni pomiędzy ramkami nie zabudowują. Punkty klejenia ramek do górnych korpusów są za słabe aby spowodować trwałe umocowanie ramek w dolnych korpusach do dolnych krawędzi górnych korpusów.
Punkty te, wspólnie ze sklejonymi korpusami, pracują doskonale w poziomie zabezpieczając korpusy przed przesuwaniem się w czasie transportu.
Nie stosujemy żadnych dodatkowych zabezpieczeń podczas transportu uli jednościennych.

Szczegóły zademonstrowane są na poniższej ilustracji.

http://www.beesource.com/files/10frlang.pdflangstroth