W jaki sposób opisujemy rodziny pszczele.

Często słyszymy pytania dotyczące numerowania uli i prowadzenia notatek pasiecznych. Kolega Wojtek, obejrzawszy w YT filmik „Pszczoły czekają na rzepak” zadał również podobne pytanie.
Poniżej postaram się w skrócie opisać nasz system.

Ule oznakowane są na tabliczkach z blachy ofsetowej na frontowej stronie ula lub na daszkach jeśli są tą blachą pokryte.
Wydajność pasieki zależy od trutni i królowych dających takie a nie inne pogłowie pszczół.
Dlatego selekcjonujemy rodziny pszczele. Pierwszy etap już po wierzbie, mniszku i sadach. Wybitne rodziny są oznakowane i tylko one podklegają dalszej selekcji aż do końca lata. W takich rodzinach nie wymieniamy matek co dwa lata lub rok. Spełniają one głównie rolę rodzin ojcowskich do nasycania terenu trutniami.
W obecnej chwili w naszych pasiekach w około 90 % rodzin pszczelich, żyją ubiegłoroczne królowe z lipca i sierpnia. 

Nie numerujemy wszystkich uli. 
Jedynie tylko te z wybitnymi rodzinami pszczelimi, wytypowanymi na ojcowskie, do wieczornego unasienniania lub posiadającymi matki będące jego efektem.
Przykładowy opis ula 54EL10M98M61B5 -14 oznacza, że mamy do czynienia z ulem nr 98, w którym żyje córka wyhodowanej u nas królowej Elgon10 z ula nr 54, unasienniona wieczorem w 2014 roku trutniami po naszej matce Buckfast B5. Jest ona pokoleniem F2 czyli wnuczką EL2(KK).
Tylko dla wytypowanych rodzin prowadzone są notatki o miejscu ich stacjonowania. Jeżeli akurat ta rodzina zostanie uznana za wybitną, to w następnym roku zostaje dodatkowo oznaczona np. numerem
EL107 MM14F2 a jej rodowód zapisany w notatkach.

Pozostałe rodziny są oznaczone numerem lini i datą urodzenia matki.
Dla przykładu P8 -13 to córka Primorski P521(KK) unasienniona naturalnie w punkcie kopulacyjnym w 2013 roku.
Niewielkie ilości królowych do naszych pasiek są unasienniana w terenie gdzie stacjonują nasze pszczoły. Wtedy matki tej samej linii mają oznaczenie P8NNZ-13 gdzie NN oznacza nasze i nieznane trutnie we wsi Z.
Jeśłi mamy do czynienia z testowym drugim lub trzecim pokoleniem to dopisujemy F2 lub F3.

Najważniejszy dzień w pasiece

Dzisiaj u nas było 12-14 stopni Celsjusza w cieniu i brak chmur.
To był najważniejszy pszczeli dzień w tym roku, którego nie mogłem przeoczyć.
Pierwszy dzień prawdziwych lotów pszczół.
Byliśmy we wszystkich pasiekach skonfigurowanych celowo lub przypadkowo, jeśli chodzi o rasy pszczół i typ ula, położonych w obszarze o promieniu 15 km.

Ule jednościenne 10 ramkowe, nieimpregnowane Langstroth 3/4 z sosny Wejmutha z osiatkowanymi dennicami – zimowla na trzech korpusach, ule poliuretanowe 10 ramkowe wielkopolskie z dennicami osiatkowanymi – zimowla na dwóch korpusach i ule ocieplane klepkowe – zimowla na jednym korpusie na 7-8 ramkach wielkopolskich.
We wszystkich typach uli, na ile tylko było to możliwe, do zimowli stworzylismy pszczołom warunki zbliżone do naturalnych. Nie były niczym ocieplone.

9 marca 2014 roku

1. Pszczoły w ulach jednościennych, przynoszą dwukrotnie więcej pyłku aniżeli w jakichkolwiek innych.
2. Pszczoły w ulach jednościennych, w których rodziny zostały utworzone we wrześniu ubiegłego roku jako składańce z różnych ras i linii, przynoszą dwa razy więcej pyłku niż wymienione w pkt 1

Ciepła zima

Zauważyłem, że pomimo braku śniegu i mrozu, ludzie którzy przeżyli już „kilka lat” ubierają się tak, jakby mieli do czynienia z zawiejami, zamieciami i mrozami.
Wystarczy tak niewiele lat życia człowieka aby podświadomość podpowiadała mu – ubierz się, może ci być zimno. A może to nie tylko jedno życie, może to cykl ukształtowany podczas ewolucji, odkąd człowiek zaczął okrywać się skórami, wynalazł ogień i zaczął budować schronienia. Spoglądając na żywe istoty, widzimy że nie ma wśród nich jednorodnego podejścia do tematu zimna. Dzieje się tak zarówno wśród tych, w których „płynie krew” jak również w świecie roślin.
Gdybyśmy mogli zacząć myśleć, kierować się instynktem lub światłem, w taki sam sposób jak to czynią pozostali współmieszkańcy naszej planety, być może łatwiej by nam było zrozumieć dlaczego postępują tak a nie inaczej.
Na Wyspach Kanaryjskich  matki pszczele czerwią prawie przez cały rok.
W Polsce matki przerywają czerwienia na okres zimy.
Zachowanie gatunku jest ich główną powinnością.
Pszczoły nie są w stanie odnawiać pokoleń w niskich temperaturach nawet przy dostatecznych zapasach miodu i pierzgi a nawet dostępie do wody.
W naszej strefie klimatycznej wytworzyła się populacja pszczół ciemno ubarwionych i złośliwych. Nie mogło być inaczej.
Kto wie, dokąd zapędziły by się legiony rzymskie, gdyby nie mieszkanki środkowo – wschodniej Europy… To właśnie dziko żyjące w borach pszczoły, powstrzymały zapędy terytorialne Rzymian w kierunku północnym.
Mając wielu wrogów jak i również długie srogie zimy, dawne miejscowe pszczoły wytworzyły w sobie odruchy obronne postrzegane niekiedy przez niejednego pszczelarza po dziś dzień jako bardzo agresywne.
Gdyby nie działalność człowieka dążącego do posiadania, łagodniejszych a zarazem bardziej miodnych pszczół, być może w dalekiej przyszłości, zakładając postępujące ocieplenie klimatu i migracje pszczół, samoistnie wytworzyła by się o wiele łagodniejsza populacja pszczół na naszych terenach.
Populacja, która nie musiała by bronić aż w takim stopniu swoich zapasów, jako że miałaby je w krótkim czasie w zasięgu ręki.
Rzeczywistość mamy jednak taką jaką mamy i większość naszych pszczół to już hybrydy, niejednokrotnie z domieszką pszczół z innych klimatów. Nie można uogólniać pochodzenia pszczół patrząc jedynie na położenie geograficzne. Bo czymże jest klimat pszczoły włoskiej w porównaniu z klimatem pszczoły marokańskiej. – Różnica kolosalna.
Pomimo, że marokańska Sahariensis żyje bliżej równika aniżeli włoska Ligustica, to warunki jej egzystencji są nieporównywalnie cięższe, graniczące z ekstremalnymi.
Pszczoły się szybko uczą, jako że są w hierarchii na drugim miejscu za człowiekiem. Pszczoły potrafią porozumiewać się pomiędzy sobą jak również pomiędzy rodzinami.
Potrafią dostosowywać się do nowych warunków klimatycznych w szczególności w kolejnych pokoleniach mających dostęp do „nowej” wody, „nowych” nektarów i pyłków..
Są jednak wyjątki i nie wszystkim pszczołom idzie to jak po maśle.
Zarówno one jak i my mamy za sobą szmat czasu egzystencji na naszej planecie.
Człowiek „udomowiając” pszczołę ulokował ją w takich samych siedliskach jak żyła pierwotnie. W barciach i kłodach.
Sto lat temu wpadł na genialny pomysł powiększenia pszczoły jak i w niektórych rejonach świata, stworzenia jej warunków bytowania wynikających z ludzkiego myślenia.
Tym sposobem, chcąc bardziej zadbać o pszczoły zaczęto im przeszkadzać. Powiększenie rozmiarów komórki pszczelej bardzo szybko, bo już po stu latach okazało się całkowitym nieporozumieniem. Pszczołę udało się powiększyć, skrzydeł niestety nie. Z tego powodu pszczoły żyjące na komórce odbudowanej na węzie o rozmiarze 5,4 mm proszą o zmniejszenie rozmiarów komórki pszczelej, do adekwatnych do ich predyspozycji czyli generalnie do pierwotnego rozmiaru komórki 5,1 mm a niekiedy 4,9 mm. Pogrubiają ścianki komórek dążąc do dostosowania ich do własnych ukształtowanych przez miliony lat upodobań. Niestety już nie wszystkie. Niewielka część z nich jakoby się już poddała.
Jeśli chcemy rzeczywiście zadbać o największego przyjaciela człowieka, nie ma innej drogi jak zastosować węzę ułatwiającą człowiekowi pracę w gospodarce pasiecznej ale węzę o naturalnych wymiarach komórek.

Pszczoły żyjące w komórkach 4,9 mm i 5,1 mm od wiosny do jesieni żyją dłużej, nawet od 8-12 tygodni.
Warroza mająca tendencję do rozmnażania się w komórkach trutowych ma czytelny obraz, które komórki są pszczelimi a które trutowymi. W ten sposób atakuje głównie komórki trutowe.
Zwiększenie ilości komórek w plastrze jak i ścieśnienie plastrów powoduje oscylowanie temperatury gniazda w górnej granicy przedziału 33-36 stopni Celsjusza. Zarówno zimą jak i latem pszczołom jest łatwiej regulować temperaturę jeśli odstępy pomiędzy plastrami wynoszą 7 mm a nie jak obecnie 10 mm.
Warroza preferując niższe temperatury, bazuje na komórkach na skraju plastrów, na których możemy zastawiać na nią pułapki ,obcinając naroża węzy w ten sposób aby pszczoły w dolnych partiach plastra miały miejsce do budowy komórek trutowych. Podstawa wyciętego trójkąta węzy ma 10 cm a wysokość 6 cm.

Budowa uli ocieplanych to jeszcze nie takie wielkie zło.
Ścieśnianie do maksimum gniazd pszczelich i ocieplanie rodzin żyjących w tych ulach bez zapewnienia dostatecznego dopływu tlenu doprowadza pszczoły do wielkiego stresu i niepotrzebnych wysiłków zmierzających do zapewnienia sobie właściwych parametrów, których oczekują podczas zimowli.
Pszczelarz, który zaopatrując rodzinę pszczelą na zimę narzuca jej swój sposób myślenia i postępowania, robi jej niesamowitą krzywdę. Bo któż przez miliony lat, przed zimą, wkładał do dziupli lub w szczeliny skalne maty słomiane, ujmował ilość plastrów ścieśniając gniazdo, któż pakował na górę poduchę a nawet dodatkowo we wszystkie wolne przestrzenie słomę lub siano? – Ano nikt.
Pszczoły zimowały w takiej samej przestrzeni jak i lecie. Mało tego, nie miały wylotka, przeliczonego w centymetrach kwadratowych na jedną ramkę. Układem budowanych plastrów regulowały krążenie powietrza.
Zimowały w niskich temperaturach, do których przyzwyczaiła je natura. Obszerne poniekąd gniazdo umożliwiało prawidłową cyrkulację powietrza.

Nie bez powodu, doświadczeni pszczelarze przytaczają obraz bardzo dobrej zimowli swoich pszczół w ulach ocieplanych Warszawskich zwykłych i poszerzanych oraz Dadanta.
Zimują pszczoły na przeciwko wylotu, ograniczone zatworami po bokach a od góry skromnie ocieplone. Zarówno poza zatworami bocznymi jak i po daszkiem jest w tych ulach dostateczna przestrzeń umożliwiająca ucieczkę wilgoci i dwutlenku węgla, nawet przy zwężonym wylotku. Zimowanie w taki sposób może kojarzyć się poniekąd z zimowaniem w stebniku.
Rodzina pszczela, zimująca w obszernym ulu zimuje lepiej. Warunek – dostateczny dostęp powietrza, który zapobiega powstawaniu wilgoci i pleśnieniu plastrów.
W jakim celu w takim razie zadawać sobie tyle trudu aby ujmować przed zimą ramki, wkładać ocieplenia utrudniając pszczołom zimowlę?

Na zewnątrz panują niskie temperatury. Ścieśniając gniazdo, dodatkowo ocieplając i zwężając wylot, stwarzamy pszczołom sztuczne środowisko, które w żaden sposób nie pasuje do warunków panujących na zewnątrz ula.
Nie pasuje ono zupełnie do nawyków pszczół nabytych przez miliony lat.
Przemieszczając się w ciasnym, ocieplonym kłębie, wytwarzają temperaturę, która rośnie. Temperaturę, która jest im niepotrzebna, jako że na zewnątrz jest zimno. Nie będę mogły wylecieć, nic nie kwitnie, nie ma nektaru, nie ma pyłku, woda zamarznięta. Za wysoka temperatura, zimującej rodziny pszczelej powoduje zachwianie procesów życiowych, które może się objawić niepotrzebnym przedwczesnym podjęciem czerwienia, szczególnie podczas długich okresów ociepleń w czasie zimy.
Nie chcąc do tego dopuścić i mając na uwadze warunki panujące na zewnątrz, pszczoły zaczynają się starać obniżyć temperaturę wewnątrz, sobie znanym sposobem, poprzez odparowanie wilgoci. W pewnym momencie przychodzi taki moment, że wilgoci zaczyna brakować, jako że nie można jej dostarczyć z zewnątrz. Pszczoły spracowują się i zaczyna się apokalipsa. Z pragnienia, wyczerpania, przepełnienia jelita i braku zapasów rodzina pszczela umiera.
Wiosną, pszczelarz widzi duży osyp na dennicy, garstkę pszczół wbitą w puste komórki plastrów, zapleśniałe ramki.
Czyż nie są znane przypadki zimowania wędrujących rojów pszczelich w stodołach, pod mostami, w murowanych ścianach i gdziekolwiek indziej, zarówno w wielkich jak i mniejszych przestrzeniach?
Większość tych rójek przeżywa bez problemu zimę. Na wiosnę skazane są z reguły na zagładę. Szczególnie te, narażone na wiatry i zimno. W większości tego typu przypadków, pszczoły nie mogąc zapewnić dostatecznej temperatury do wygrzania czerwiu, nie stwarzają matce dostatecznych warunków do składania jaj a jeśli już, to nawroty niskich temperatur powodują zamieranie nienarodzonego pokolenia.
W zimie nie było problemu, na wiosnę już jest ciężko…

W jakichkolwiek typach uli starajmy się zapewnić pszczołom zimowlę, która była by najbardziej podobna do naturalnej.
Przede wszystkim nie ocieplajmy rodzin i zapewniajmy jak największy dopływ tlenu co nierozłączne jest z doskonałym odprowadzeniem dwutlenku węgla z uli.
Zimujmy rodziny pszczele w przestronnych gniazdach zapewniając maksymalny dopływ tlenu.
Najlepszym sposobem jest zimowanie nieocieplonych rodzin pszczelich na dennicach osiatkowanych, przez które dwutlenek węgla jako cięższy od powietrza samoczynnie uchodzi na zewnątrz.
Pszczołom potrzebny jest tlen a nie dwutlenek węgla.
Tlen przedłuża życie pszczołom, dwutlenek węgla skraca.
Spowalnianie procesów życiowych u pszczół w nadmiernym stężeniu dwutlenku węgla prowadzi  do skrócenia życia. Nie do przedłużenia, pomimo spowolnienia.
W naszych domach zimą mamy ciepło ale wietrzymy pomieszczenia.
W domach pszczół jest zimno ale wietrzenie jest równie nieodzowne.
Zimowanie rodzin pszczelich na kilku pełnych korpusach w ulach jednościennych z osiatkowanymi dennicami, przy braku górnego ocieplenia jest podstawą prawidłowej zimowli pszczół, jako że prowadzi do niezakłóconego odbioru warunków zewnętrznych przez pszczoły.
Często niesłusznie nazywamy ten sposób gospodarki schładzaniem gniazda. Skłaniałbym się bardziej do określenia – zapewnianie pszczołom naturalnego pełnego kontaktu z warunkami zewnętrznymi.

Gdy nadejdzie wiosna nie róbmy rewolucji w rodzinach pszczelich. Nawet jeśli książkowe temperatury w cieniu będą w okolicach 15 stopni Celsjusza.
Reagujmy jedynie w przypadku zauważenia czegoś złego.
Pszczoły w zeszłym roku przygotowały sobie siedlisko odpowiednio woskując, kitując i uszczelniając przestrzeń w gniazdach. Nie niszczmy im tego wielkiego trudu na skutek naszej ciekawości i nadmiernej gorliwości.
Zniszczenia jakie zostawimy po przedwczesnym przeglądzie, pszczoły będą musiały naprawić, co będzie je kosztować wiele wysiłku i to w najbardziej ciężkim dla nich okresie.

Jeśli trzeba, nie zapomnijmy o ścieśnieniu i dociepleniu rodzin pszczelich po pierwszym wiosennym oblocie.

O pszczołach i ich dokonaniach w minionym sezonie 2013

Macedonki – pszczoły środka w naszej pasiece.

Pszczoły Macedońskie, naturalnym zasięgiem obejmują północną Grecję, Macedonię, Bułgarię – Rodopska, częściowo Rumunię – Karpatka i Ukrainę – Stepowa Ukraińska.

Zaliczone przez badaczy ( Ruttner 1988) do pszczół kraińskich, są wynikiem krzyżowania się pszczół Bałkańskich i Anatolskich z Turcji.

Apis Mellifera Macedonica i jej pierwsze krzyżówki są porównywalne z Apis Mellifera Carnica i z jej pierwszymi krzyżówkami.

Sklepią miód na mokro i na sucho. Ciemno ubarwione pszczoły.

 

W mojej ocenie Macedonka jest pszczołą o wiele mniej rojliwą w porównaniu z Krainką. Wykorzystuje w większym stopniu wczesne pożytki, pomimo że nie tworzy dużo silniejszych rodzin na zimę.

Pożytki późne również wykorzystuje lepiej od Krainki, choć nie aż w takim stopniu jak pszczoła Kaukaska Gruzińska.

Wykorzystuje zarówno pożytki nektarowe jak i spadziowe ze spadzi iglastej, choć te ostatnie w stopniu porównywalnym z Gruzinką i Krainką, jedynie na w miarę obfitej spadzi. W przypadku niewielkiej, wczesnej spadzi preferuje pożytki nektarowe, ustępując prawie całkowicie przede wszystkim Kraince i po części Gruzince.

Jest pszczołą łagodną z zaznaczającym się niekiedy instynktem obronnym w czasie wieczornych przeglądów. Pierwszym zwiastunem potrzeby użycia 1-2 kłębów dymu, są przyśpieszone wężowe ruchy pszczół na ramkach a następnie ostrzegawczy atak jednej pszczoły przeważnie w okolice nosa. Jej obronność ogólna sytuuje ją pomiędzy Krainką a Gruzinką, licząc od najbardziej do najmniej obronnych. O agresywności trudno mi się wypowiadać jako, że w moim terenie akurat pszczoła Macedońska jej nie posiada a drugie jej pokolenie jest już w większości  pozbawione tego wieczornego obronnego nawyku.

Jest jedyną z wyżej wymienionych pszczół akceptującą w pierwszym pokoleniu w zadowalającym stopniu komórkę 4,9 mm.

W skali całego minionego sezonu, jej miodność plasuje ją wśród naszych pszczół mniej więcej po środku – w skali 10 punktowej .

W poniższym zestawieniu wziąłem pod uwagę tegoroczny układ pożytków w moim terenie, w czasie którego oprócz katastrofalnego nektarowania wrzosu, pszczoły wykorzystywały w różnym stopniu dostęp do pożytków z wierzby, mniszka, sadów, rzepaku, akacji, facelii, lipy, gryki i nawłoci.

Gruzinka F2 – 9 pkt

Buckfast F1 – 8,5 pkt

Elgon F1 – 8,5 pkt

Primorski F1 – 8 pkt

Macedonka F2 – 8 pkt

Macedonka F1 – 7 pkt

Karnika F2 – 7 pkt

Karnika F1 – 6 pkt

Powyższe spostrzeżenia i uwagi dotyczą pszczół w naszej pasiece.

Wędrówki z ulem jednościennym

Co zrobić, aby nie stosując dodatkowych zabezpieczeń, korpusy uli nie przesuwały się w czasie transportu

Po pierwsze – krawędzie górne boków nowych dennic, należy posmarować plastycznym woskiem lub pomalować płynnym. Z górnymi i dolnymi krawędziami korpusów należy postąpić w identyczny sposób.
Powlekanie górnych i dolnych krawędzi woskiem, mobilizuje pszczoły jakoby do szybszego zainteresowania się tymi miejscami i według ich sztuki, dopracowaniem sklejania korpusów.

Powlekanie krawędzi korpusów woskiem, prezentuje Jan Pluta w 7 minucie i 40 sekundzie filmu.

Po drugie – korpusy muszą być wykonane bardzo dokładnie, tak aby nie było pomiędzy nimi szczelin powodujących prześwity.

Bardzo ważnym szczegółem jest, aby wąsy ramek w miejscach zawieszenia były zagłębione w stosunku do górnych krawędzi korpusów.
Jeśli górna beleczka ma 10 mm wysokości to wpusty do zawieszania ramek powinny mieć 15 mm głębokości.
Szczeliny pomiędzy górną powierzchnią wąsów ramek a dolną powierzchnią ścian korpusów posadowionych ponad nimi, uzupełniane są propolisem i woskiem co daje w efekcie dwadzieścia punktów mocujących. Jeżeli dolne powierzchnie listewek w ramkach znajdują się 4 mm powyżej dolnej powierzchni ścian korpusów nie zachodzi obawa, że podczas podnoszenia korpusów – z korpusów położonych pod nimi będą wyciągane przyklejone ramki. Sumaryczna odległość pomiędzy górną powierzchnią ramek w dolnym korpusie i dolną powierzchnią ramek w górnym korpusie wynosi 9 mm i pszczoły takiej poziomej przestrzeni pomiędzy ramkami nie zabudowują. Punkty klejenia ramek do górnych korpusów są za słabe aby spowodować trwałe umocowanie ramek w dolnych korpusach do dolnych krawędzi górnych korpusów.
Punkty te, wspólnie ze sklejonymi korpusami, pracują doskonale w poziomie zabezpieczając korpusy przed przesuwaniem się w czasie transportu.
Nie stosujemy żadnych dodatkowych zabezpieczeń podczas transportu uli jednościennych.

Szczegóły zademonstrowane są na poniższej ilustracji.

http://www.beesource.com/files/10frlang.pdflangstroth

Gdzie się podziała warroza?

Na pewno pomogła pszczołom długa zima.
Wszystko zależy w jakim rejonie Polski, czy prawidłowo była prowadzona walka z warrozą i czy pszczoły na zimę były ocieplone czy nie.
Jeśli pszczoły nie były ocieplone na zimę i zabiegi przeciwko warrozie były przeprowadzone prawidłowo to teraźniejszy osyp warrozy powinien wahać się licząc od południowo – zachodnich do północno – wschodnich krańców naszego kraju od 100 – 0 sztuk.
Jeśli pszczoły były ocieplone na zimę a zabiegi przeprowadzone nieprawidłowo lub nieefektywnymi środkami i na dodatek nie miały możliwości oblotów lutowo- marcowych to te rodziny pszczele znajdują się już w większości w krainie wiecznych pożytków.
Jeśli u kogoś nie ma różnicy, choćby na bardzo niskich poziomach w tegorocznym jesiennym osypie warrozy w porównaniu z latami ubiegłymi to koniecznie musi zweryfikować swoje podejście do zimowli pszczół.
Krótko mówiąc, zimować trzeba pszczoły jeszcze „zimniej” niż jest zimą.
Warunek – w miarę silne rodziny.
Zeszłoroczna jesień ze względu na wysokie temperatury nie dawała dużego pola do popisu z całkowitym ograniczeniem czerwienia matek pszczelich.
Skutkowały tylko bardzo dobre postępowania w walce z warrozą.
Obecnie mamy zupełnie inną sytuację i przerwanie lub ograniczenie do minimum czerwienia matek nie jest trudne, za wyjątkiem matek z drugiej połowy lata.
Starajmy się nie stwarzać matkom pszczelim żadnych przesłanek do wydłużenia czerwienia, podejmowania czerwienia w razie długotrwałych ociepleń w czasie zimy jak i za wczesnego czerwienia.
Na to że warrozy generalnie nie ma, wpływa bardzo wiele czynników, z których niekiedy pszczelarze nie od razu zdają sobie sprawę.
Tak jak znikanie rodzin pszczelich z uli zostało określone zespołem czynników tak również funkcjonowanie zdrowych rodzin pszczelich w ulach jest zespołem wielu czynników.
To nie tylko długa zima przyczyniła się do mniejszej populacji warrozy.
Pszczelarze sami, bez pomocy z zewnątrz radzą sobie z nią coraz lepiej a zmieniające się pszczoły które posiadają, mając podwyższoną inteligencję i dar przystosowywania się do zmieniających się warunków, zaczynaja sobie z nią radzić w coraz większym stopniu.
Z pewnością jeszcze mało kto widzi te zjawiska ale tak jest.
Uszkadzanie odnóży warrozie, nagłe przerwy w czerwieniu i jego wznowienie, czyszczenie komórek z czerwiem porażonym warrozą powoduje, że wielu z nas jest zdziwionych małymi osypami warrozy, bez względu na zastosowane metody jej zwalczania.
Jeśli będziemy dalej uparcie stwarzać pszczołom podstawy do naturalnego bytowania w ramach prawidłowego funkcjonowania gospodarki pasiecznej, to tematów o warrozie będzie coraz mniej, co z pewnością każdy wnikliwy obserwator już zauważył.